vitmik napisał:

> gdzie można sie dowiedziec czegos wiecej o historii koscioła marii magdaleny?
> poczatki, bozogrobcy, architektura, symbolika, legendy,tajemnice
> plizzzzzzzzzzzz

Okolo roku 1300 Chorzów stal sie wlasnoscia miechowskich Bozogrobców. Zakon
ten posiadal tez placówki w Nysie, Dzierzoniowie, Raciborzu i Zabkowicach,
jednak ok. 1345 roku zerwaly one kontakty z klasztorem miechowskim i
podporzadkowaly sie Bozogrobcom praskim. Tym sposobem placówka
bytomsko-chorzowska pozostala jedyna slaska placówka utrzymujaca kontakt z
Miechowem, skad przybywali kolejni proboszcze.

Bozogrobcy, którzy az do roku 1816 wladali Chorzowem, wpisali sie na trwale
w jego dzieje. Przez cale wieki ich krzyz widnial w herbie osady. Dzis
ostatnim sladem ich bytnosci w tej miejscowosci jest polówka ich krzyza
sasiadujaca z polowa piastowskiego orla w herbie miasta.

Niewiele wiemy o wygladzie dawnego Chorzowa. Najstarsze zachowane do dzis
budynki pochodza z poczatku XIX w. Nie zmienil sie natomiast
charakterystyczny uklad zabudowy z zalamaniem glównej ulicy przy kosciele,
który prawdopodobnie od poczatku znajdowal sie mniej wiecej w polowie wsi. W
latach 1580-1610, za czasów proboszcza Blazeja Bronowskiego, wzniesiono w
Chorzowie pierwszy murowany kosciól. Obecny neogotycki kosciól pod wezwaniem
sw. Marii Magdaleny zbudowany zostal w latach 1888-92 na miejscu ostatniej
swiatyni bozogrobców - barokowego kosciola z 1785 roku.

Autorstwo Hermann5

· 

Bez dwoch zdan bedziemy mieli jeszcze do czynienia z problemem "naszych"
zachodnich obszarow. Napisalem "naszych", gdyz kwestia przynaleznosci vel
wlasciciela w odniesieniu miedzynarodowym i historycznym, opiera sie wylacznie
na prawie silniejszego! W chwili obecnej sytuacja miedzynarodowa jest stabilna,
wiec i my uwazamy kwestie terenow na wschod od odry za temat zamkniety
zaslaniajac sie naszym prawem. Historia natomiast kolem sie toczy! I nie
pozwolmy sie zwiesc iluzji pokoju! Nie sugeruje, ze jestem zwolennikiem wojny,
jednak obozy koncentracyjne w bylej jugoslawii przypomnialy nam dobitnie, ze
Europa cywilizowana jeszcze do konca nie jest. A to co zdazylo sie w naszym
kraju w 1939 nadal powinno pozostac w naszej pamieci.

Chcialbym przytoczyc takze drobna anegdote z mojego prywatnego zycia.
Mialem okazje uczeszczac do niemieckiej szkoly sredniej. Minela od tego czasu
juz cala dekada (lata 90'te). W pamiecie pozostaje mi jednak lekcja geografii,
na ktorej to omawiane byly jakies tam kwestie geograficzne Niemiec.
Mapa ta jednak obrazowala nie tylko Niemcy, ale takze kraje oscienne.
Jakze duze bylo moje zdziwienie, gdy zauwazylem, iz tereny na wschod od Odry i
Nysy zaznaczone byly innym kolorem niz ziemie polskie.
W legendzie napisano cos w rodzaju:
POD TYMCZASASOWA ADMINISTRACJA POLSKA!!!
Wiecej pytan nie mam!
Pozdrawiam serdecznie i milych snow!

A kto to jest - Semak? Moja propozycja:
Jarosław Stanisław Pilc. Od 4 lat pracownik Wydziału Promocji, Rozwoju
Gospodarczego i Programów Europejskich w Starostwie Powiatowym w Nysie
Zrobił wiele dobrego dla powiatu - jest autorem 5 projektów stypendialnych dla
uczniów i studentów o wartości ok. 4 mln zł w ramach Zintegrowanego Programu
Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Koordynował projekt kulturalny w ramach
Programu Współpracy Przygranicznej PHARE pt. „Legendy i mity pogranicza nysko -
jesenickiego w drewnie malowane” a także projekt turystyczny i promocyjny pt.
„Rowerem po pograniczu nysko - jesenickim”. Jest autorem projektu kursów języków
obcych dla nauczycieli z terenu powiatu nyskiego w ramach Europejskiego Funduszu
Społecznego, a także projektu wspierania rozwoju przedsiębiorczości w ramach
Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Ma na swoim koncie
organizację szeregu szkoleń dla przedsiębiorców w zakresie pozyskiwania funduszy
pomocowych. Wspólnie z Domem Współpracy Polsko – Niemieckiej organizował cykl
szkoleniowy dla organizacji pozarządowych w zakresie kształtowania umiejętności
społecznych.

Jak były małe derby w Zabrzu, to wszyscy żabole modlili się żebyśmy przyjechali.
Takiego wała, do morderców nie jeździmy, wolimy wspomóc Elanę w Sosnowcu. Wiemy
jak bardzo Was boli że nie jezdzimy na Ruswelta, ale mimo to ze spuszczonymi
głowami przyjedziecie do Chorzowa i to jest najfajniejsze :)
Zobaczyć legendarny Ruch. Bojkot? ha ha Nie macie jaj żeby go zrobić! Założymy
się? Chęć zobaczenia Ruchu jest silniejsza niż wasz pseudohonor.
Nawet jakby każdemu kazali przed wejściem wytomkać barwy w krowich knutach, to
powiecie potem że brązowy dyszcz padał.
Szkoda że na dalsze wyjazdy bez problemu mieścicie się do jednej Nysy i dwóch
Polonezów, ale Ruch to jednak marka światowa i nikt z Was sobie nie odmówi
zobaczenia tej legendy.
Kibice sukcesu, na inaugurację sezonu jak zapowiadali miejsca 1-5 było Was
26.000 (tak sami pisaliście), a na koniec rundy z Craxą już 10.000, gdzie te
brakujące 16tys się podziało? A jak spadniecie do 1 ligi to nawet 5.000 nie
przekroczycie, no chyba że Widzew nie awansuje, wtedy macie jeden jedyny mecz z
kibicami na stadionie.

· 

Nie Mikoj, nie znam żadnej ciekawej legendy związanej ze studnią w Nysie, poza
ogólnie znanymi informacjami. W Nysie po wojnie zostało dosyć sporo Niemców.
Ludność napływowa była dosyć tolerancyjna, nie pamiętam, aby mówiło się o
jakichś incydentach nacjonalistycznych. Do Nysy zawsze przyjeżdżało dużo
Niemców. Część z nich to była rodzina tych, którzy zostali, ale sporo było też
turystów. Zwyczajem turystów było wrzucanie do fontanny monet. Fontanna stoi
niedaleko nyskiej Katedry, do której chodziliśmy na religię. Po religii
(odpowiednio uduchowieni moi koledzy uzbrojeni w patyki zakończone plasteliną
wydobywali te monety. Zwykle wrzucali je z powrotem, bo były "nic nie warte". W
tym czasie nie było jeszcze kantorów wymiany walut i z markami niemieckimi nic
nie można było zrobić. Później pewnie było inaczej, ale ja już nie mieszkałam w
Nysie.
Co ciekawe i intrygujące, krata ozdobna na studni nigdy nie była zardzewiała.
Mój Tatko zawsze to podziwiał i zastanawiał się jak została zrobiona, że rdza
jej nie zjada.
Pozdrawiam.

Kopernik byl slaskiego pochodzenia
Koperniki
From Wikipedia
Skocz do: navigation, szukaj

Koperniki
Województwo opolskie
Powiat nyski
Gmina Nysa
Strefa numeracyjna
(do 2005) 77
Tablice rejestracyjne ONY
Koperniki – wieś w Polsce położona w województwie opolskim, w powiecie nyskim,
w gminie Nysa.

[Edytuj]
Historia i zabytki
Wieś wzmiankowana w 1272. Wg legendy wywodzą się stąd przodkowie Mikołaja
Kopernika, którzy przez Kraków wywędrowali do Torunia. W czasie obchodów 500-
lecia urodzin Kopernika jego imię nadano miejscowej szkole a w centrum wsi
ustawiono pomnik. Po 1945 przesiedlono tutaj mieszkańców wsi Wiktorówka z
powiatu Brzeżany, województwo tarnopolskie oraz z wsi Jeleśnia, powiat Żywiec.

pl.wikipedia.org/wiki/Koperniki

amarulla, wyglada na to, że ja napiszę, jak było w szpitalu, bo
niedługo przyjdzie mój czas...
a propos legend o "wspaniałym Opolu"- moja sąsiadka rodziła tam dwa
tygodnie temu i mówi, że to był najgorszy okres w jej życiu-
zostawiona sama sobie po cesarce, zero pomocy...

najwyraźniej nie ma reguły- ja zdecydowałam się rodzić w Nysie i w
razie prblemow walczyć albo uciekać

typson napisał:

> Kobieta w golfie przeżyła starcie z pociągiem

:DDDDDDDD

W pewnym sensie "służbowo siedzę" w języku polskim.

Tworząc lokalny tygodnik zawsze twardo używając zwrotu "samochód
marki Volkswagen", w ramach niemego protestu nigdy
pisząc "volkswagen".

Szczerze przyznam, iż zasada pisania nazw samochodów małą literą
jest moim zdaniem jednym z najdurniejszych dogmatów polskiej
pisowni. Czyni sporo niepotrzebnego zamieszania. Niestety,
językowznawcy uparcie nie chcą tykać tego śliskiego tematu. :/

Istnieje legenda, że ów dogmat pojawił się wskutek tego, że należało
jednoznacznie odróżnić Warszawę (miasto) od warszawy (samochodu),
tudzież inne podobne przypadki (Lublin, Nysa).

rapid130 napisał:

> Istnieje legenda, że ów dogmat pojawił się wskutek tego, że
> należało jednoznacznie odróżnić Warszawę (miasto) od warszawy
> (samochodu), tudzież inne podobne przypadki (Lublin, Nysa).

Ja slyszalem inna legende. Powszechnie wiadomo, ze Gomulka
nienawidzil prywatnej motoryzacji - w pewnym sensie odbija sie nam
to czkawka do teraz (ogolny, podparty niektorymi przepisami z KD,
trynd do obciazania kierowcy wina za wszystkie zdarzenia na drodze).
Za czasow Gomulki byla jakas korekta zasad ortografii. Podobno na
wnisek samego umilowanego wodza ludu pracujacego miast i wsi nazwy
samochodow nakazano pisac z malej litery.

Ciekawe, ktora z legend jest blizsza prawdy?

synziemi napisał:

>
> Polanie byli JEDNYMI z przodkow dzisiejszych Polakow. A sami tez wlezli na ter
> ytoria Wislan, Mazowszan, Pomorzan, itp... Tak dokonywalo sie zjednoczenie plem
> ion lechickich na wschod od Odry i Nysy.
>
>

Plemiona lechickie to legenda. Polanie owszem zjednoczyli poprzez podbój ale
część plemion słowiańskich.

Autorka bezkrytycznie powiela starą legendę o rzekomym zamurowaniu tzw. Bramy
Mikołajskiej na znak żałoby po śmierci księcia Mikołaja II. Brama ta została
zamurowana z zupełnie innych powodów, o czym pisali już w XIX w. poważni badacze
niemieccy, m. in. W. Wattenbach ( Zur Oppler Thorfrage, ZVGS, t. VIII, 1867 ).
Niestety, po raz kolejny okazuje się, że trudno jest poważnie zajmować się
historią Opola i ogólnie regionu opolskiego bez solidnej znajomości języka
niemieckiego ( przypadłość dość pospolita wśród lokalnych dziejopisów
opolskich! ). Legendy są wprawdzie pełnoprawnym elementem kulturowego
dziedzictwa miasta i regionu, ale trudno powiedzieć, aby bezkrytyczne mieszanie
faktów z legendami dobrze służyło historycznej edukacji społeczeństwa.

Nawiasem mówiąc, zwłoki Mikołaja II nie mogły być przywiezione do Opola przez
tzw. Bramę Mikołajską, ale przez usytuowaną w innym miejscu Bramę Odrzańską,
ponieważ właśnie przez tę ostatnią przechodziła droga do Nysy.


> - to Niemcy wywołali wojnę, z samej chęci zrobienia nam kuku i
> zdobycia "przestrzeni życiowej", z pełną aprobatą zdecydowanej większości
> społeczeństwa.

Najbardziej aprobowały wojnę tysiące dzieci, które stały się głównymi ofiarami
wypędzenia. Poza tym - opierasz się tu na filozofii prymitywnego odwetu

> - 50 lat to całkiem sporo, i teraz to jest moja Ojczyzna, mój Heimat, i tak łat
> wo
> jej nie oddam

Polacy to jeden z najbardziej "pamiętliwych" narodów, więc cóż to jest 50 lat? Co
ma zresztą wspólnego upływ czasu z zadośćuczynieniem za krzywdy. Przypominamy, że
zbrodnie przeciw ludzkości nie podlegają przedawnieniu, a poza tym nikt niczego
nie chce ci zabierać.

> - a czy Polacy sami chcieli Ziem Zachodnich? Nie! Może Gdańsk, część Górnego
> Śląska i Prus Książęcych (no i utrzymanie Kresów), ale to mocarstwa zadecydował
> y,
> i o granicy na Odrze i Nysie, i o wysiedleniu Niemców, więc jeśli już niech pła
> ci
> Rosja, Stany Zjednoczone AP, czy Wielka Brytania.
> - to my tą niechcianą przez nas wojnę wygraliśmy,

Czy nie chcieli? A czemu władze komunistyczne, operując nacjonalistycznymi
legendami o "ziemiach piastowskich, na wieki złączonych z macierzą", etc.,
zyskiwały taki poklask?
Inna rzecz, że tzw. Kresy nigdy nie były ziemiami polskimi.

cancro napisał:

> Nie chcę wywoływać burzy na żarskim forum,

o to przeciez chodzi na forum internetowym ;-)

> ale moim zdaniem
> odwoływanie się do nazwy "Zara" jest także wątpliwe. Nikt, a nawet
> średniowiecznicy nie sięgali wówczas w aż tak odległe czasy.

cancro! Calkowicie odwrociles logike, pewnie, ze nikt przez wieki nie
zastanawial sie powaznie nad tym skad sie dana nazwa wziela. Srodniowiecze zna
tysiace bajkowych legend etymologicznych (chocby o ksieznie Zagannie, Lechu,
Czechu i Rusie, Piescie Kolodzieju etc.) - to po prostu dorabiane legendy wobec
braku znajomosci wlasciwej etymologii, czesto dla doraznych ineresow
dynastycznych, politycznych etc.

> Przyczyna jest prosta - niski stan zaawansowania badań w tym względzie, które
> podjęto dopiero potem, aby prawnie umocować polską obecność na tych ziemiach.

Nie masz racji! To wraz z oswieceniowym racjonalizmem historiografowie probowali
rozumowo zglebic tejemnice ukryta za nazwami - jak chocby nasz Worbs a pozniej
doszla jeszcze argumentacja nacjonalistyczna tak charakterystyczna dla XIXw. -
jak chocby niemiecka etymologia nazwy Zagan pochodzaca jakoby od pytania
zadawanego przez niemieckich celnikow przeprawiajacym sie przez Bobr ("Sagen Sie
wo gehen"), naprawde zabawna - pokazujaca niemiecki prezentyzm nacjonalistyczny
w percepcji historii w XIX w.. Nasze zenujace wysilki udowadniania
"odwiecznosci" Ziem Odzyskanych po II wojnie siwatowej sa poklosiem tego typu
myslenia

> Osobiście bardziej skłaniam się do interpretacji zawartej w
> "Słowniku etymologicznym polskich nazw geograficznych", gdzie napisano, że
> nazwa wzięła się od wypalania pierwotnej puszczy, o czym mogą także świadczyć
> nazwy pobliskich miwejscowości: Żagań (od żagwi- "żagać" to tyle co zapalać),
> Pożarów, czy wreszcie Zgorzelec.

No wlasnie o tym pisalem, ze taka etymologia jest bledna - bo od czego pochodzi
nazwa Odra, Nysa, czy Bobr (no tak wiem, wiem od tych bobrow co to mialyby w
Bobrze mieszkac, tyle ze bobry nie lubia takich rzek ;-) ), bo idac tym
mysleniem (rodem ze sredniowiecznych bajań i XIX wiecznych wizji) nazwa
Szprotawa od szprotow plywajacych niegdys w Bobrze pochodzi, Kozuchow, bo
mieszkancy chodzili w kozuchach a Krosno bo wiele tkaczy w nim mieszkalo ;-)))
Nazwa Zary niewtpliwie w przypadku wsi o tej nazwie od techniki zarowej pochodzi
ale nie nazwa miasta Zary, ktora jest o wiele starsza, zreszta podmokle tereny,
gdzie powstalo miasto nie bardzo nadaja sie do wypalania.

Pozdrav

Nasluchaliscie sie legend o Cyganach i taka jest wasza wiedza o nich. A jednak
nam Polakom wiele brakuje do Cyganow chocby biorac pod uwage ich poczucie wiezi
emocjonalnej i solidarnosci grupowej. W sferze obyczajowej tez nas przewyzszaja
w niektorych sprawach. Otaczaja duzym szacunkiem osoby starsze i dobrze
traktuja dzieci. W srodowisku Cyganow niemozliwe jest, zeby Cyganie oddali
starych rodzicow czy dziadkow do domu starcow bo im zawadzaja w domu. Albo zeby
mordowali noworodki. A w Polsce coraz w wiadomosciach z Polski slyszy sie o
odnalezieniu zwlok noworodkow w beczkach to w Lodzi w szafie albo kolo Lublina
w beczkach od kapusty schowanych w piwnicy. Jesli jakis Cygan zabilby dziecko
albo oddal kogos starszego do domu starcow zostalby wyklety nie tylko przez
rodzine, ale przez cale srodowisko. Zaden Cygan nie chcialby z nim nawet
rozmawiac.
Owszem Cyganie zyja z kradziezy. Ale Cygan Cygana nigdy nie okradnie i nawet
nie okradnie sasiadow. Pojdzie krasc kilka ulic dalej, a nie tam gdzie mieszka.
Cygan Cygana nigdy nie odda do sadu ani nie zlozy donosu na Cygana do zadnej
instytucji. Wszystko zalatwiaja we wlasnym gronie. Jesli maja jakies spory
rozstrzyga je miejscowy krol Cyganow. Kiedys w Elku w latach 70-tych byl nim
Cygan o nazwisku Glowacki mieszkal z rodzina przy rogu Gdanskiej i Moniuszki.
Mial dwa samochody duzego Fiata i osobowa Nyse. W tamtych czasach malo kogo
bylo stac na to. On rozstrzygal spory miedzy Cyganami, osadzal ich i kazdy
Cygan musial jemu placic haracz. Wyjechal pozniej do Zielonej Gory. Nie wiem
kto byl pozniej na jego miejscu.

A u Polakow starzy rodzice zawadzaja w domu to oddaje sie ich do domu starcow.
Matka urodzi dziecko nie chce chowac to raz do beczki z kapusta i do piwnicy
lub do szafy. Polak z Polakiem sie pokloci czy ma spor w interesach to do sadu
jeden na drugiego i donosy skladac. W Stanach urzedy amerykanskie nie wyrabiaja
sie z tlumaczeniem donosow jakie skladaja dobrzy Polacy na swoich Rodakow.

Zacznijecie najpierw dobrze traktowac starcow i dzieci w swoim srodowisku.
Pozbadzcie sie nienawisci i zawisci w stosunku do swoich sasiadow, znajomych i
wszystkich tych ktorzy zwa sie Polakami. Badzcie wierni zasadzie jeden za
wszystkich wszyscy za jednego. Wtedy dopiero posmiejcie sie z Cyganow bo
bedziecie im rowni.

Pozdrawiam
Adam

bajki są piekne
"Na przedsięwzięcia związane z przygotowaniami i wydarzeniami Europejskiej
Stolicy Kultury Goerlitz w latach 2002-2012 chce wydać niemal 62 mln euro - z
czego 33,6 mln w 2010 r. Pieniądze będą pochodzić z budżetu miasta, landu
Saksonii i państwa. Kolejne 91,8 mln jest przeznaczone na inwestycje, m.in.
modernizacje obiektów kultury i renowacje zabytków po niemieckiej stronie Nysy
Łużyckiej.

Zyska także Zgorzelec. Na przebudowę nabrzeża, która rusza w tym roku, zostanie
wydane 150 mln zł. - Większość pieniędzy pochodzi z unijnego programu ZPORR -
mówi Latosiński. - Dzięki nim wzdłuż brzegu rzeki powstanie nowe centrum
miasta. Odnowimy budynki, wyremontujemy drogi i zmodernizujemy całą
infrastrukturę."

piękna propaganda, tylko jak to się ma do tego wydawania co roku przez Goerlitz
0,5 mln EUR? Nawet jeżeli wydawaliby to przez 10 lat to daje 5 mln, jak to się
ma do tych 62 ml o których mowa? I skąd te 91,8 mln na inwestycje?????
Ze nie wspomnę o naszej stronie 150 ml złotych to około 37,5 mln EUR. Jak do
tej pory slyszalem o jednym mln EUR ktore Zgorzelec dostał do zagospodarowania
na przedmiesciu nadnyskim i zdaje się jeszcze ciągle go nie zagospodarował. Ale
nawet zakladając dofinansowanie w wysokości 37,5 mln EUR i przyjmujac
optymistycznie, ze jest to zwrot 75% naszych wlasnych pieniędzy, musielibyśmy
mieć doczynienia z inwestycją miasta na poziomie: 50 mln EUR do ktorej dotacja
wynosi właśnie te 37,5 mln. Czyli najbardziej optymistycznie zakladając, ze to
mozliwe, Zgorzelec musiałby mieć do zainwestowania na tej jedyny cel 12,5 mln
EUR (50 mln zl), ja tylko nie bardzo wiem skąd.
Podsumowując tekst mowi o 62 + 91,8 + 37,5 = 191,3 mln EUR, które mialyby tu
byc przez kogoś zagwarantowane po obu stronach rzeki w sumie. No nieźle prawie
200 mln EUR, piękna legenda...
Widocznie jak sie pojawiają wielkie idee, to po prostu musi byc mowa o setkach
milionów EUR, które pojawiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
jakie to zycie jest proste...

Zgadzam sie z emgie.Nysa,Jarnołtowek,góry woda,w tle Czechy,szynobus jeżdżący z
Nysy do Jesenika,lotnisko w Brzegu do kupienia z rosyjską legendą,tego zabrakło.

Z moich wiadomosci Wschodniakow z dawnego woj. Lwowskiego czy
Tarnopolskiego przesiedlano glownie w okolice Debna , Witnicy(tam
wiem ze osiedlil sie chyba caly Chodaczkow razem z ksiedzem ) przez
Zary ,Zagan,Luban Lwowek Slaski i dalej do Kotliny Klodzkiej-
osiedly sie (byly przesiedlane)cale wsie ale tylko dlatego ze
transporty szly z ludzmi z jednej miejscowosci.Wiem ze czesc
transportow szla przez Katowice,Opole,Nyse,Klodzko do Miedzylesia i
dalej po poniemieckich wsi furmankami(czesto nawet do 1947 mieszkali
Ci ze wschodu z miejscowymi Niemcami ktorzy tez byli szykowani do
transportow za Nyse Luzycka) . Z okolic Bystrzycy Klodzkiej,Polanicy
do Klodzka zbierano transporty do Niemiec tez w Miedzylesiu-czekali
tam nawet do 6 tygodni).W/g mnie legenda jest az takie masowe
przesiedlanie ze wschodu na Slask wiekszosc prawie 80% zostala
przesiedlona w poludniowo zachodnie szczecinskie(Szczecin,Koszalin
Gdansk mial dosc duzo przesiedlencow z Wilna i dzisiejszej
Bialorusi.Koszalinskie dostalo dodatkowo Lemkow i Ukraincow w ramach
akcji Wisla),zielonogorskie,wroclawskie(operuja wojewodztwani gdy
bylo ich siedemnascie). Czesc informacji mozna sprawdzic przez
internet-napisac nazwe miasta czy wioski na wschodzie i mozna
znalesc gdzie mieszkaja obecnie potomkowie przesiedlencow.Co do Pana
Zyzia to ma Pan tez niezbyt dokladne informacje-po 1918 roku na
wschodnich terenach Rzeczpospolitej bylo rozwiniete bardzo dobrze
szkolnictwo(chyba od 4 klasy w wiejskiej szkole uczono tez jezyka
ukrainskiego i niemieckiego) parafie mialy nabozenstwa ekumeniczne
greko/katolickie a domy ludowe byly bardzo powszechne.Nacjonalizm
ukrainski zostal sprowokowany i byl dotowany przez obu sojusznikow
ktorzy napadli w 1939 na Polske i przypisywanie winy tylko Ukraincom
tez jest duzym uproszczeniem.Pozdrawiam.

Electric w klubie k60 charytatywnie dla wośp opole
Na tak aburdalny tekst możemy odpowiedzieć tylko ogniem... prosto z serca!)

Rewalacyjnie zapowiada się WOŚP w Opolu. Na koncercie w opolskim klubie K60
wystąpi legenda polskiego undergroundu - zespół ELECTRIC. Serdecznie zapraszamy!
Już w czawrtek o godz. 19.00!) Dla przypomnienie dziennikarzowi zespół ELECTRIC
występował już równiez na głównej gali i kilkakrotnie grał w Opolu, również na
OFF Opole przed zespołem TSA!)

ELECTRIC

Kilkuletnia, energetyczna dawka rocka z brudnym riffem grunge wmieszana w poezję
i teksty Adama Zelenta, to w skrócie ELECTRIC. Ich pasja to koncerty i bliski
kontakt z publicznością.
Koncertowali m.in. z; TSA, Kult, Coma, Lady Pank, Sweet Noise, Mech. Zaliczyli
kilka ważnych imprez niezależnych; OFF OPOLE 2006, METALOWA TWIERDZA, ROCK OFF
TOUR, ODJAZDOWA NYSA, UNPLUGGED.
Goście programów telewizyjnych TVP; „Regiony Kultury”, „Tropiciele Qltury” i
radiowych; „Radio Opole - ProRock” oraz „Radio Wrocław - Muzyczna Bitwa”, w
której na 100 zespołów
Dolnego Śląska znaleźli się w finałowej czwórce, grając koncert „na żywo” na
dużej scenie Polskiego Radia we Wrocławiu. Oficjalną stronę internetową
www.electric.nysa.com.pl, na której
promują swoją muzykę w kilka miesięcy odwiedziło ponad 34000 internautów.

Sklad zespołu:

Adam Zelent - wokal, Leszek Bernat - perkusja, Tomasz Piętka - bas, Arkadiusz
Kondrowski - gitara, Szymon Kubik - gitara.
Dyskografia

brak

Kontakt:

Województwo: opolskie
Powiat: Nyski
Miasto: Nysa
Osoba kontaktowa: Adam Zelent
Telefon: 602 553 794
E-mail: electric@nysa.com.pl
Strona internetowa: www.electric.nysa.com.pl
Mp3: pl.youtube.com/watch?v=Pkx7av3Utd0

podbijam wracam do Nysy 'po latach' i pod koniec stycznia rodzimy... krążą
jakieś legendy o wspaniałym Opolu i Prudniku ale wolałabym na miejscu... pomocy

To pisze Der Spiegel:

"Der Spiegel" podkreśla, że polska gospodarka od lat dynamicznie rozwija się,
Polska znajduje się w NATO, a granica na Odrze i Nysie jest ostatecznie uznana,
zaś niemieccy i polscy historycy zgodni są w ocenie przeszłości. "Mimo to Polacy
16 lat po zwrocie wybrali polityków, którzy upatrują w Niemcach zagrożenie" -
dziwią się autorzy. Tygodnik zwraca uwagę, że w dyskusjach z Niemcami Polacy
sięgają niemal zawsze po "maczugę nazizmu". "Der Spiegel" wskazuje w tym
kontekście na porównanie Gazociągu Północnego do paktu Ribbentrop-Mołotow, co
sugerował dwa lata temu ówczesny minister obrony Radosław Sikorski.

"Gra na emocjach zastąpiła w epoce bliźniaków Kaczyńskich polityczne argumenty"
- mówi historyk Peter Oliver Loew. Zdaniem "Der Spiegel", Kaczyńscy dobrze
rozumieją obawy ludzi, którzy "nie mają zaufania do przyszłości", i chcą ich
poddać terapii za pomocą "dużej dawki nacjonalizmu". Polacy widzą się wyłącznie
jako naród ofiar i bohaterów - czytamy.

"Der Spiegel" przedstawia obszernie 1000-letnie dzieje polsko- niemieckich
stosunków, rozpoczynając od legendy o Wandzie, co nie chciała Niemca, a kończąc
na roku 2007.

Bilansując spory ostatnich lat, "Der Spiegel" stwierdza: "To wszystko sumuje
się: jeszcze nigdy w ciągu 18 lat od zwrotu w Polsce stosunki pomiędzy sąsiadami
nie były tak złe jak za rządów Kaczyńskich". Autorzy zaznaczają, że Niemcy
mogliby wykazać w kontaktach z Polakami większe zrozumienie dla ich obaw.
Wymieniają w tym kontekście stosunki rosyjsko-niemieckie, chociażby decyzję o
budowie niemiecko-rosyjskiego gazociągu przez Bałtyk.

Zdaniem tygodnika, kanclerz Merkel jest rozczarowana, że jej osobiste
zaangażowanie na rzecz poprawy polsko-niemieckich stosunków nie przyniosło
rezultatów, chociaż próbuje ona wyjść naprzeciw polskim obawom. "Ach, co to była
za nieprzyjemna rozmowa" - "mruczała" Merkel, twierdzi "Der Spiegel", po wyjściu
z gabinetu Lecha Kaczyńskiego po wizycie w grudniu 2005 roku.

"Der Spiegel" dochodzi do wniosku, że polskie władze "raczej" nie zdecydują się
na izolację swego kraju, co nastąpiłoby w przypadku zastosowania weta.
Podkreśla, że Polacy należą do największych entuzjastów Unii w całej Europie -
aż 86 proc. popiera członkostwo ich kraju w UE."

podobno cegieł wrocławskich było 500mln
To że Warszawa wysysała i nadal wysysa życiowe soki z ukochanego i
europejskiego Wrocławia to aksjomat, nie próbuj tego podwazać WBK pod żadnym
pozorem. Tak jest i koniec dyskusji.

Jednym z wrocławskich aksjomatów jest 400-500mln cegieł które wywieziono z
Wrocławia do Warszawy. Amen.

tzn. z tymi cegłami to jest tak, że część z nich poszła na budowę NowejHuty ale
jakoś nie słyszałem aby Wrocław miał roszczenia do Nowej Huty albo do Krakowa,
ale chyba Kraków to nie Nowa Huta...?

Ale znowu inne pomniejsze miasta (Elbląg, Nysa, Glogów, Legnica) też maja
jakieś swoje legendy że ich cegły poszły na odbudowę Warszawy, Gdańska itp.
więc dojście które cegły są czyje i gdzie one są moze byc skomplikowane.

Dyskusje na temat cegieł sa tu:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29589&w=41375174&a=41628230
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=72&w=20796896&a=20822297
forum.1944.pl/index.php?showtopic=1121
Gdzieś powsadzano te 500 mln i moze one wydzielaja jakieś niezidentyfikowane
fluidy? Stąd niektórzy tak sie koślawo zachowuja. Może z niepotrzebych cegiel
usypano górkę na Bartyckiej oraz Stadion X lecia? kto wie...

Ile kosztuje taka cegła dziś? 2-3 zł a gdyby można było przy tej ilości zbić
cenę do 1zł i gdyby Warszawa sie zrzuciła to czy daliby sobie w końcu spokój z
tym ciągłym wypominaniem? tylko coby oni z nimi zrobili?

II Festiwal Gaude Mater Polonia Wincenty z Kielczy
Urząd Miejski w Zawadzkiem, Parafie pw. Św. Bartłomieja w Kielczy i pw. Św.
Rodziny w Zawadzkiem zapraszają na KONCERTY II festiwalu Gaude Mater Polonia
Wincenty z Kielczy in memoriam Anno Domini 2005

Program koncertów
II Festiwalu "Gaude Mater Polonia"
Wincenty z Kielczy in memoriam

Inauguracja Festiwalu

3 kwietnia, godz. 16.00 - Kielcza
Kościół św. Bartłomieja Ap.

3 kwietnia, godz. 19.30 - Pogorzela
Kościół Najśw. Serca Pana Jezusa Chór mieszany I LO im. Adama Mickiewicza w
Głubczycach
dyrygenci: Tadeusz Eckert, Piotr Wiecha

program: Koszewski, Świder, Sawa - Presley, Barnicle

3 kwietnia, godz.15.30 - 18.00
Zabytkowa Chata,
ul. Dobrego Pasterza wystawa fotograficzna pt. "Dzieje budownictwa na
Śląsku"
organizator: Muzeum Wsi Opolskiej

10 kwietnia, godz. 16.00 - Ligota Bialska
Kościół św. Stanisława zespół muzyki dawnej CAMERATA CRACOVIA
kier. art. Ireneusz Trybulec

10 kwietnia, godz.16.00
Zespół Szkolno - Gimnazjalny im. Wincentego z Kielczy pogram słowno -
muzyczny:
Średniowiecze w literaturze polskiej i muzyce

organizator: Zespół Szkolno - Gimnazjalny
im. Wincentego z Kielczy
scenariusz - Beata Osiecka,
oprawa muzyczna - Lucyna Iwaniów

program: muzyka średniowiecza i renesansu polska, niemiecka, czeska
16 kwietnia, godz. 17.00 - Namysłów
Kościół św. Franciszka z Asyżu i św. Piotra z Alkantar Kaja Danczowska -
skrzypce, Elżbieta Stefańska - klawesyn

Chór Parafialny (Namysłów)
dyrygent - Wiesław Pasztetnik
program: Jan z Lublina, Bach, Couperin, Soler
17 kwietnia, godz. 16.00 - Kielcza
Kościół św. Bartłomieja Ap. Kaja Danczowska - skrzypce, Elżbieta Stefańska -
klawesyn

Chór Międzyparafialny (Zawadzkie)
dyrygent - Sybilla Czech
program: Jan z Lublina, Bach, Couperin, Soler
23 kwietnia, godz. 19.00 - Grodków
Kościół św. Michała

17 kwietnia, godz. 13.30 - 15.30
plac wokół Zabytkowej Chaty,
ul. Dobrego Pasterza Jarmark ludowy połączony z Festynem Średniowiecznym

organizator: Opolskie Bractwo Rycerskie, Izba Rzemieślnicza w Opolu, Urząd
Miejski w Zawadzkiem

24 kwietnia, godz. 17.00 - Kamień Śląski
Kościół św. Jacka zespół wokalny IL CANTO MINORE
kier. art. Michał Straszewski

program: Hildegarda z Bingen, Walther von der Vogelweide,
Wacław z Szamotuł, Beethoven, Chopin, Dvorak
1 maja, godz. 19.00 - Strzelce Op.
Kościół św. Wawrzyńca Andrzej Chorosiński - organy, Krzysztof Pełech - gitara

program: Paciorkiewicz, Bach, Smetana, Piazzolla
2 maja, godz 18.45 - Głuchołazy
Kościół św. Wawrzyńca Koncert w Święto 3 maja
Andrzej Chorosiński - organy

Chór LO im. B. Chrobrego w Głuchołazach "CAPRICOLIUM"
dyrygent - Jan Dolny
program: Jan z Lublina, Surzyński, Nowowiejski, Paciorkiewicz, Świder,
Koszewski, Sawa
3 maja, godz. 10.00 - Opole
Katedra św. Krzyża Uroczysta Msza Święta w dzień Konstytucji 3 Maja
Julian Gembalski - organy

chóry województwa opolskiego: Chór Katedry Opolskiej, Chór Legenda, Hosanna
(Nysa),
Chór Międzyparafialny (Zawadzkie), Chór I LO im. A. Mickiewicza (Głubczyce)
3 maja, godz. 16.30 - Olesno
Kościół Ewangelicki

3 maja, godz. 19.00 - Dobrodzień
Kościół św. Marii Magdaleny Julian Gembalski - organy
Zespół "Alleluja" (Dobrodzień)
dyrygent - Beata Sikora

program: Jan z Lublina - Bach, Mozart - Chlondowski, Gembaski
8 maja, godz. 16.00 - Moszna
Kościół Najśw. Serca Maryji

8 maja, godz. 19.30 - Zawadzkie
Kościół św. Rodziny

Zakończenie Festiwalu Akademicki Chór Politechniki Śląskiej
dyrygent - Czesław Freund

program: Gorczyczki, Twardowski, Świder, Koszewski, Sawa, Rachmaninow, Pärt,
Bardos

Więcej:www.republika.pl/gaudematerpolonia

Sieniawka Zgłobickiego...
...ukazała sie wreszcie.
Ksiązka bardzo ważna, choć jako kryminał trudno ja traktować, to raczej zbiór
cennych informacji z grubsza posegregowanych. Czyli lektura obowiazkowa do
polecenia dla wszystkich - w przeciwności do ksiązek niejakiego Rostkowskiego.
Jedno tylko działo może niepotrzebnie Zgłobicki wytoczył, chodzi o jego
strzał w kierunku Górnych Łużyc Beny. Nawet jezeli Bena minął się z prawdą
nie musiał być chyba aż tak wyróżniony w książce.
Zgłobicki zarzuca Benie to, ze tamten w swojej ksiązce napisał, ze koszary
powstały na początku XX wieku i że były w nich wojska pancerne, oraz, ze
produkowano w nich w czasie wojny silniki do rakiet V1 i V2.
O mozliwości produkcji w fabryce silników do rakiet V wspominają świadkowie
przytaczani w książce Zgłobickiego nawiasem mowiąc a i sam autor przyznaje,
ze dokumentacji archiwalnej zachowalo się niewiele, stad nie powinien chyba
przesadzać z wyrokowaniem na temat tego co można bylo w tej fabryce
produkowac a co nie, jego uwagi o tym jak to V nie była rakietą a samolotem
bezzałogowym, tez sa raczej czepianiem się garbatego, ze ma proste dzieci.
Z kolei jesli chodzi o sprawę koszar to zastanawiam sie czy przypadkiem nie
chodzi o to, ze w tzw srodowiskach sieniawskich żywa jest legenda tego jak to
koszary były przedwojenne i nawet mieszkania tam sie socjalne mieściły przed
wojną, co moze wynikać z poplątania koszar po prostu i nieścisłości w
określeniu co było przedmieściem Zittau, jak choćby w tym cytacie ze strony
bibliotekazspig.dzg.pl/porajow/dzielnica.htm
Osiedle Lusatia dla uchodźców

Osiedle Lusatia nie leżało na przedmieściach Porajowa lecz Zittau. Wynika to
również z ksiąg adresowych Zittau, w których te ulice znajdują się w porządku
alfabetycznym z innymi ulicami Zittau, które z kolei zebrane były pod
nagłówkiem “Dzielnica Porajów Duży”.
Ponieważ Hitler znów zaczął zbrojenia, w 1936 Wehrmacht wystąpił z żądaniem,
aby cywilni mieszkańcy zwolnili koszary Króla Ludwika, aby znów mogli zająć
je żołnierze. 1)
W latach 20-tych panowało wielkie zapotrzebowanie na mieszkania. Z tego
względu, również koszary Króla Ludwika były wynajmowane ludności jako
mieszkania. Część z tych mieszkańców to uchodźcy z obozu uchodźców w
Porajowie Dużym. Ponieważ ci ludzie zaliczali się do biednej ludności Zittau,
mieszkania, które należało zorganizować, musiały być tanie. Dlatego
wybudowano 86 domów w zabudowie szeregowej z mieszkaniami o różnej wielkości
oraz 48 mieszkań w domach dwupiętrowych
1)Wiadomości z Zittau z 19-20 września 1936

musialby sie wypowiedzieć ktoś znający się na sprawie odrębności lub nie
Sieniawki od Zittau i historii koszar. Ktore to były koszary króla Ludwika?
wydaje mi sie, ze może to chodzic o koszary w Zittau po drugej stronie Nysy,
tymczasem może legenda zaczęła żyć po naszej stronie swoim życiem?
Tak czy owak jak dla mnie mogło sie obyć bez tego epizodu pod koniec książki,
kiedy to autor między wierszami wspomina o róznych badaczach zjawisk
nadprzyrodzonych ktorzy chętnie widzieliby w Sieniawce jakies rzeczy nie z
tej ziemi i nie podaje nikogo innego z nazwiska ani z publikacji oprócz Beny,
którego nazwisko nigdy nie powinno pojawiać sie tu w takim kontekście. To
jest jak dla mnie mały ale jednak zgrzyt całej publikacji.

Ale mnie wkurwiłeś, o mały włos złamałbym zasady forum i
wygarnąłbym po imieniu. Zanim wrzucisz jakiś truizm racz przeczytać
choćby po łebkach:
"Nazywa się to... wyjazdami integracyjnymi" - pod tą niewinną nazwą
kryją się rytuały przyjęte w świecie wielkiej finansjery, w ramach
których zespoły bankowców zbierają się w jakimś słonecznym miejscu,
by odreagować stres i świętować sukcesy potwierdzające, że są Panami
Wszechświata.

Pomyślcie o imprezach na jachtach, modelkach w bikini i szampanie
Cristal po 1000 dolarów za butelkę. Jeden z takich wyjazdów, w
ramach którego grupa bankowców z JPMorgan wybrała się do modnego
Boca Raton Resort & Club na Florydzie, przeszedł do branżowej
legendy - jednak nie ze względu na hałaśliwe imprezy (choć i takich
nie brakowało). Większość weekendu bankowcy z JPMorgan spędzili w
sali konferencyjnej różowego, stylizowanego na wzór hiszpański
kurortu, łamiąc sobie głowy na problemem starym, jak sama bankowość:
jak ograniczyć ryzyko, gdy pożyczamy komuś pieniądze? W połowie lat
90-tych w księgach JPMorgana zapisane były dziesiątki miliardów
dolarów w postaci pożyczek udzielonych korporacjom i zagranicznym
rządom i zgodnie z prawem federalnym musiał on utrzymywać w rezerwie
znaczny kapitał, na wypadek, gdyby którykolwiek z tych kredytów
okazał się nieściągalny. Co by się jednak stało, gdyby JPMorgan
stworzył rozwiązanie chroniące go przed takim scenariuszem i dzięki
temu mógł uwolnić kapitał?

To, na co wpadli bankowcy było rodzajem polisy ubezpieczeniowej:
trzeci podmiot brał na siebie ryzyko, że dług stanie się
nieściągalny, a w zamian za to otrzymywał regularne płatności,
podobne do składki ubezpieczeniowej. JPMorgan mógł zatem usunąć
ryzyko ze swoich ksiąg rachunkowych i uwolnić kapitał. Rozwiązanie
to, nazwane "swapem od ryzyka kredytowego" (CDS), było odmianą
instrumentu finansowego, który bankowcy już od jakiegoś czasu
stosowali, by zabezpieczyć się przed fluktuacjami stóp procentowych
i cen surowców. Koncepcja krążyła po rynku od kilku lat, ale
JPMorgan jako pierwszy na taką skalę postawił na swapy kredytowe. W
połowie lat 90-tych bank budował całe zespoły zajmujące się tylko
swapami i zatrudniał młodych matematyków i naukowców z uczelni
takich jak MIT i Cambridge, do tworzenia rynków dla tych
skomplikowanych instrumentów. W ciągu kilku lat CDS-y stały się
finansowym przebojem, najbezpieczniejszym sposobem na pozbycie się
ryzyka, który jednocześnie przynosił stałe zwroty z
inwestycji. "Znałem ludzi, którzy pracowali nad Projektem
Manhattan" - mówi Mark Brickell, wówczas 40-letni dyrektor
zarządzający w JPMorgan. "My mieliśmy to samo poczucie, że
uczestniczymy w czymś niezwykle ważnym".

Podobnie jak Robert Oppenhaimer i jego zespół fizyków nuklearnych w
latach 40-tych, Brickell wraz z kolegami z JPMorgan nie zdawał sobie
sprawy, że tworzą potwora. Dziś gospodarka stoi na skraju recesji, a
Wall Street leży w gruzach w dużej mierze za sprawą tej bestii,
którą 14 lat temu spuścili z łańcucha. Największa grupa
ubezpieczeniowa w Ameryce, AIG, musiała zostać przejęta przez
amerykańskich podatników, ponieważ opiewające na 14 miliardów
dolarów CDS-y wyemitowane dla banków, firm ubezpieczeniowych i
dziesiątków innych podmiotów, okazały się bezwartościowe. To, jak
bardzo na przestrzeni ubiegłego roku pogorszyła się kondycja systemu
finansowego, można prześledzić właśnie na przykładzie CDS-ów,
których rynek rozdął się do 62 bilionów dolarów, by w zeszłym
tygodniu skurczyć się do 55 bilionów - to wciąż prawie cztery razy
więcej, niż wynosi wartość wszystkich akcji notowanych na
Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (NYSE).
Nie bez powodu Warren Buffet nazwał te instrumenty "finansową bronią
masowego rażenia". Ponieważ swapy kredytowe stanowią prywatnie
negocjowane kontrakty zawierane przez dwie strony, nie są regulowane
przez rząd, nie ma też centralnego mechanizmu raportowania o nich,
który pomógłby określić ich wartość. To zaciemnia sytuację na
rynkach wartych miliardy dolarów, pełnych "czarnej materii", jak
lubią mówić ekonomiści. Niczym chałupniczo wykonane bomby atomowe,
CDS-y rozpełzły się po całym świecie i teraz leżą ukryte, czekając
by wybuchnąć w bilansach niezliczonych instytucji
finansowych............................"
całość w www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?
Artykul=30079&Strona=1
Pomyśl po kiego grzyba prezesi potężnych banków od lat 80tych brali
do siebie każdego,kto choćby doktoryzował się w okolicach teorii
chaosu?

Do gniewka. Dales wlasnie popis klinicznie czystej nyskiej zascinkowosci
myslenia. Szkoda slow. Zerknij prosze do podrecznika historii i zobacz jak
ksztaltowala sie przynaleznosc graniczacych z Dolnym Slaskiem powiatow
Wojewodztwa Opolskiego: Brzegu, Nysy, Namyslowa. Opolskie odziedziczylo uklad
administracyjny po dawnej rejencji opolskiej.
To nie plotka z tymi ambicjami przenoszenia. Jak byl przewodniczacym Sejmiku
zaznaczyl swoj zakopleksiony sposob myslenia ortanizujac wojewodzkie obchody
Dnia Niepodleglosci wlasnie w Nysie, co bylo wrecz kuriozalne.
Myslenie w kategoriach wojewodztwa nyskiego i budowanie wokol tego legend jest
tez typowym wodoglowiem nysan.
To ze kolektory oncza sie w Nysie a lezace wzdluz nich solectwa nie maja
kanalizacji to wlasnie nyski sposob na gospodarowanie na obszarze calego
powiatu. Panowie nysanie , politycy lokalni od siedmiu bolesci, pokazcie na tym
malym poletku wasz zmysl gospodarnosci i brak egoizmu. Dobry gospodarz wspiera
slabszych w interesie wszystkich. I oto obraz jest taki: Biala Glucholaska
toczy okoliczne scieki do Jeziora Nyskiego a rownolegly do niej kolektor scieki
z Glucholaz do oczyszczlani w Nysie. Paranoja tylko nyska ! Jestescie z tego
slawni na cala Polske. To dobrze ze teren ma cos do powiedzenia w powiecie, bo
inaczej nieudolnosc nyska opanowala by caly powiat. Ale faktem jest ze juz
nysanie storpedowali niemalo pomyslow powiatu. Sprawa kanalizacji to tylko
jeden procent waszych problemow, zreszta tez nie rozwiazanych. Szkoda gadac.
Polaczcie sie z Klodzkiem i wyslijcie swoje wladze na kuracje odwykowe
(pijanstwo kwitnie w Nysie !) a polewanie naprzemienne zimna i goraca woda moze
spowoduje przyplyw jakiegos oleum do glowy.
Macie po prostu chore ambicje i pomysly idac w ruine na niegdys swietnym
majatku. Jestescie nieudolni.
Coroczne Trytony to zalosne widowisko - miesznina megalomanii i pychy z ubogim
umyslowo zasciankiem. Moja propozycja do Trytona 2006: Pani bibliotekarka z
Paczkowa, ktora musi prowadzic targowisko i wc by utrzymac swoje szlachetne
funkcje ! To jest wlasnie cala nyska mentalnosc, ktora zaraza na tamtej ziemi
wszystkich.
I na koniec gniewko: gdy juz piszesz na cala Polske zagladaj czesciej do
Jodlowskiego i Taszyckiego, Zasady pisowni polskiej...
Kochamy Nyse i bolejemy ze tak niszczycie nasze piekne przygranicze. Ale za
dynamizm podziwiamy Prudnik, ktory potrafil wam sprzed nosa sprzatnac
przywodztwo Euroregionu Pradziad, bo jestescie leniwi i niechetni do szybklich
gospodarskich dzialan.
Caly czas zastanawiam sie z czego wynika ta degrengolada Nysy ? To na pewno
nie sam pan S. czy Liga ( o wiele za dumne slowo na taka nicosc ) Nyska. To
swoisty "genius loci": mieszanka goralskiej pazernosci i zawisci zywcokow
przywiezionych tu po wojnie z lenistwem i rozlazloscia chadziajow ze wschodu.
W efekcie perly krajobrazu, dwa cudowne akweny niezagospodarowane, zaniedbane,
bez nowoczesnej bazy, bez mozliwosci dojazdu, chyba ze po dziurawych drogach,
linia kolejowa Nysa Kamieniec z dojazdem do Pragi Wroclawia prawie w zaniku,
chyba do likwidacji, drogi waskie, stajecie sie skansenem na tle rozwoijajacej
sie Polski. Popatrzcie na wasze stacje kolejowe: poczynajac od GluchoBaz po
Paczkow wszystkie dworce PKP w uspieniu i ruinie ! Kto tamtedy z Zachodu jedzie
mysli ze to juz Kazachstan ! Ale to Wy za to odpowiadacie a nie Opole przed
potomnymi.
Kto wam powiedzial ze jestescie trzecim miastem na Opolszczyznie? Prezniejszy
jest wspomniany Prudnik, Brzeg, Strzelce Opolskie, Kedzierzyn-Kozle, swietnie
rozwija sie Olesno, Zdzieszowice, Kluczbork juz nie mowiac o Namyslowie.
Jestescie na szarym koncu ale ambicje cho cho !
Dlatego stawiam na nyski PiS, to moze stamtad przyjdzie dla Nysy ratunek, bo
juz wszystkie ugrupowania daly popis swej nieudolnosci.

Witam!

chrisraf napisał:

> Do tego pasuje legenda "bestialskiego" bombardowania
> Wielunia jak ulal. Dosc obszernie sie swego czasu rozpisywalem na
> ten temat.

I ja też. Ładna mi legenda, po której pozostało ponad tysiąc grobów.
Nalot jest faktem. Nigdzie nie napisałem, że był "bestialski".
Owszem, są tacy, którzy twierdzą, że Luftwaffe zrobiła sobie w
Wieluniu ćwiczenia, ale nie wiem, czy można tą tezę udowodnić.
Przypuszczam raczej, że nalot był następstwem błędnego rozpoznania
wywiadowczego. To się zdarza na wojnie. Tym bardziej dziwi mnie
reakcja Niemców, którzy zamiast uznać oczywiste fakty, próbują
przedstawić sprawę Wielunia jako polską mistyfikację.

> Ten, kto nie odczowa instynktu samozachowawczego jest przypadkiem
> dla Freuda. Dobrym przykladem jest polska elita polityczno-
wojskowa
> 1939 r.

Chyba różnimy się w ocenie tych ludzi.

> Zastanowmy sie jak wysoka mogla byc ta cena, ktora Polska musiala
by
> poniesc, gdyby moja wizja sie spelnila? Jedynie by musiala zwrocic
> wschodni Gorny Slask. Kawalek ziemi, gdzie po dzis dzien nie jest
> wszedzie akceptowana.

Jesteś okropnie niemieckocentryczny. Polska graniczyła nie tylko z
Niemcami, ale i z Rosją. Stauffenberg - o ile pamiętam - główne
zagrożenie widział w bolszewiźmie i szukał kontaktu z "białymi"
Rosjanami. Po złagodzeniu rygorów okupacyjnych na pewno by mu się to
udało. Nie wiem, czy pomiędzy spadkobiercami Denikina, nie
uznającymi naszych wschodnich granic i Niemcami nie uznającymi
naszych granic zachodnich, znalazłoby się dla nas jakiekolwiek
miejsce.

> Ciagle za malo??? Mam wrazenie, ze nie czytales wszystkich moich
> wypowiedzi. Nie chce Cie nudzic, wiec napisz prosze co czytales.
> Moge Ci tez podac linki do moich tez, jesli chcesz.

Myślę, że znam je całkiem nieźle. Dyskutujemy przecież nie pierwszy
raz. Musisz po prostu przyjąć do wiadomości, że dla Polaka ciągle
nie jesteś wystarczająco przekonujący ;))

> Oj, nie zapominaj jak powstala Polska. Dlaczego Lwow stal
> sie "polskim" miastem? Jakim "cudem" Wilno znalazlo sie w
granicach
> RP? Kto chcial "powstania" na Pomorzu? Co dzialo sie na Gornym
> Slasku? itd., itd...

Czy mi się zdaje, czy dla Ciebie historia mojego kraju zaczyna się w
1918 r.? Pamiętam, jak powstała Polska. To było prawie tysiąc lat
przed wydarzeniami, o których wspominasz.

> (...) wlasnie Niemcom zabierano,
> co sie komu podobalo.

Chyba znowu rozpoczynasz historię Europy od 1918...

> (...) Nie trzeba bylo anektowac wschodnich Niemiec.
> Nie byloby problemu.

A owszem. Mogliśmy zgodzić się na redukcję do Księstwa
Warszawskiego. Tylko w imię czego? Czemu mielibyśmy być jedynym
narodem w historii ludzkości, który respektuje wszelkie roszczenia
swoich sąsiadów i zupełnie nie dba o swój własny byt? Przecież,
ściśle rzecz biorąc, myśmy nie anektowali wschodnich Niemiec. Te
ziemie zostały nam ofiarowane przez zwycięskie mocarstwa jako
rekompensata za straty terytorialne na wschodzie. Postaw się na
miejscu Polaków i powiedz uczciwie: przyjąłbyś ten podarunek, czy
nie?

> Polska po IIWS zrealizowala dazenia
> przesuniecia granicy na Odre i Nyse siegajace srodek XIX w.

Polska miała jakieś roszczenia terytorialne w XIX w.? Przecież
Polski wtedy nie było! Mógł się zdarzyć jakiś Polak, który snuł tego
rodzaju wizje. I co z tego? Jeżeli dobrze poszukam, to na pewno
znajdę Niemca, który dziś twierdzi, że państwo niemieckie ma prawa
do ziem nad Donem, zasiedlonych kiedyś przez germańskich Gotów. Czy
będę mógł wtedy twierdzić, że Niemcy planują aneksję Ukrainy?

> Aby zrozumiec zywiol polski trzeba zaczac gdzies po srodku XIX w.
> Byl on najgrozniejszy dla Niemiec.

Mieliście ten groźny żywioł w swoich granicach wyłącznie na własne
życzenie. Nie trza się było angażować w rozbiory, nie byłoby
polskiego problemu.

Co do wypowiedzi polityków francuskich i angielskich z czasów
międzywojnia: mam je w nosie. Monachium pokazało, że ci ludzie
myśleli przede wszystkim o własnym interesie narodowym, więc nie
można ich wypowiedzi traktować jako wyroczni ustalającej, co w
polityce międzynarodowej było wtedy słuszne a co nie. A z wypowiedzi
Kasprzyckiego wcale nie wynika, że Polska miała zamiar prowadzić
wojnę napastniczą wobec Niemiec. Przez całe międzywojnie byliśmy
lojalnym sojusznikiem Francji, która takiej wojny sobie nie zyczyła.
Wg mnie Kasprzycki powiedział tylko tyle, że jeżeli Niemcy nas
zaatakują, to my natychmiast przeniesiemy wojnę na ich terytorium. W
1933 to jeszcze było jeszcze możliwe.

Żeby pojechać po towar musiał mięć jakąś wiarogodną legendę. Karawan był dobry,
ale potrzebna była dziupla do przeładowania towaru. Opakowanie zdobędzie już na
miejscu.
Na Obozowej, powyżej wylotu Lumumby były garaże Miejskiego Przedsiębiorstwa
Usług Komunalnych. Pan Zbyszek miał tam znajomego, który był dyspozytorem.
Znali się biznesowo – dyspozytor miał części do nysy, a Pan Zbyszek opylał je
badylarzom na targu kwiatowym przy Alei Krakowskiej. Czasem było dobre
przebicie, zwłaszcza, jeśli chodziło o aparaty zapłonowe, które chłopcy z MPUK
regenerowali na własną rękę.
Dziupla mogła być właśnie tam.
W piwnico-schronie produkcja odchodziła pełną parą. Pan Zbyszek kupił z pięćset
butelek z octem. Ocet poszedł do kanalizacji, butelki do mycia. Plastikowe
korki były szczelne, można było rozlewać. Gorzej z nalepkami. Oryginalne
nalepki z kłoskiem były nie do zdobycia, drukowanie było ryzykowne. Trzeba było
zrobić etykietę zastępczą. Kupił zeszyt w kratkę, pociął go w drobne
karteluszki, pieczątkę sporządził z kartofla, tak jak w przedszkolu,
postemplował i przykleił klajstrem z mąki. Na etykietach niebieskim tuszem do
stempli wydrukował nazwę produktu – 1410. Trochę krzywo, ale jak orzekł jeden z
klientów – wyglądało artystowsko.
Pierwszą partie 100 butelek rozprowadził wśród stałych klientów. Odzew był
entuzjastyczny. Potem postanowił spróbować w jakiejś innej sieci
dystrybucyjnej.
Plac Zbawiciela był odpowiednim miejscem. Przed trzynastą wszyscy tam kupowali
wodę ognistą. Było jeszcze parę takich miejsc w Warszawie – okolice akademika
na Placu Narutowicza, pawilon przy Rondzie Wiatraczna. Ale Plac Zbawiciela
obsługiwał większą część miasta. Przed 13 i wieczorami, jak już sklepy były
zamknięte. W podcieniach domów wokół placu stali handlowcy, w podręcznych
torbach mieli po kilka butelek, a w podwórkach domów były magazyny. Sprzedaż
detaliczna była prosta – wystarczyło podejść – wszyscy wiedzieli, o co chodzi.
Pieniądze i towar z ręki do ręki. Milicja też się tu zaopatrywała, z tym, że
oni nie płacili.
Pierwsza partia marki 1410 rozeszła się w dwa dni – 30 butelek. Zaniósł je tam
wieczorem w plecaku, tak, żeby zdążyć jeszcze przed godziną policyjną.
Największy handel był po ósmej, do 10. Zostawił towar, partię próbną,
powiedział, że pieniądze odbierze po sprzedaży. Handlowcy patrzyli na niego
nieufnie, nie znali go. Wprawdzie powołał się na wspólnych znajomych, ale jak
zawsze w tej branży, nie można mieć do nikogo zaufania.
Towar był dobry, detaliści zaczęli sprzedawać. W ciągu pierwszych dwóch tygodni
stycznia miał pełny portfel zamówień. Właściwie mógł nic innego nie robić, ale
postanowił nie przywiązywać się tylko do jednego biznesu. Dywersyfikacja była
niezbędna. Trzeba było ruszyć po mięso.

dalszy ciąg tego odcinka na www.szczurbiurowy.republika.pl

Witam!

> To jest niemiecki prawny punkt widzenia, zresztą od 1991 roku już
nieaktualny..

To nie jest niemiecki prawny punkt widzenia tylko to dokladnie zostalo
ustalone. "Przekazanie" tych tych terenow jako czesci integralnych panstwu
Polskiemu jest zla bajka dla doroslych.

Sam sobie zaprzeczasz piszac, ze "od 1991 roku już nieaktualny..". To znaczy,
ze przedtem byl aktualny i w swietle prawa miedzynarodowego byl sporym
problemem dla Polski i Niemiec. Ziemie polnocno-wschodnie i zachodnie staly
prawnie czescia terytorium panstwa polskiego. Do tej pory Polska sprawowala
jedynie administracje na tych terenach. Co sie z tym wiaze, jest fakt, ze np.
administrator bez pelnomocnictwa wlasciciela nie moze ingerowac w sprawy aktow
wlasnosci...

Tutaj opisalem to bardziej opszernie:

"(...) Po II WS Polacy uzyskali to, czego juz od XIX w. od Niemiec rzadali:
Slask, Pomorze i (tylko) poludniowe Prusy Wschodnie. „Dziwnym“ zbiegiem
okolicznosci nastapilo tez wypedzenie ludnosci niemieckiej mieszkajacej na
wschod od lini Szczecin-Triest, zgodnie z postulatami panslawistow z roku 1848!
Bledne przekonanie wielu, ze ziemie tzw. „odzyskane“ zostaly „dane“ nowemu
panstwu Polskiemu przez wielkie mocarstwa w Poczdamie nalezy odlozyc spokojnie
do krainy bajek i legend.

Konferencja w Poczdamie odbywala sie od 17 VII- 2 VIII 1945 r. Brali w niej
udzial: prezydent USA, H. Truman, premier ZSRR, J. Stalin i premierzy Wielkiej
Brytanii W. Churchill (do 25 VII) oraz C. Attlee (od 28 VII). Towarzyszyli im
ministrowie spraw zagranicznych
J. F. Byrnes, W. Molotow i A. Eden, potem E. Bewin. Od 24 VII w Poczdamie
przebywala delegacja polska Tymczasowego Rzadu Jednosci Narodowej z miedzy
innymi B. Bierutem, E. Osobka-Morawskim, S. Mikolajczykiem zaproszona w celu
k o n s u l t a c j i (!!!). P O konsultacjach, na mocy decyzji mocarstw
przekazano pod a d m i n i s t r a c j e polska 103 tys. Km² ziem
niemieckich. Definitywna delimitacje ODLOZONO DO PRZYSZLEJ KONFERENCJI
POKOJOWEJ (rozdz. VIII, pkt. B protokolu, i rozdz. IX, pkt. B komunikatu),
ktora sie nigdy nie odbyla.

Jesli zapatrywania polskich komunistow i przedstawicieli Polskiego Rzadu na
Emigracji dotyczace przyszlego ustroju w wyzwolonym kraju byly kompletnie
rozbiezne, postulaty polskiej prawicy i powojennej lewicy, dotyczace Ziem
Zachodnich i polnocnych oraz ludnosci niemieckiej byly takie same.

„Winston Churchill 16. Sierpnia 1945 do brytyjskiego parlamentu: „...przed
wojna mieszkalo 8-9 milionow osob na terenie przejetych przez Polske“. Z
polskich terenow, ktore zostaly przejete (anektowane, przyp. autora) przez ZSRR
950 tys osiedlilo sie na ziemiach zachodnich.“(28) Czesto przytaczany argument
jakoby „nalezalo zrobic miejsce dla repatriantow“ i dla tego „humanitarnie
wysiedlano“ jest kpina. Zwalanie winy za te wydarzenia na Sowjetow, nie
odzwierciedla faktow. Polska chciala czystek etnicznych i je przeprowdzala.

Wypowiedz szefa PKWN, Edwarda Osobki-Morawskiego z 30 VIII 1944 (!). „Nie
chcemy miec zadnej mniejszosci narodowej w momencie gdy bedziemy przejmowac
Prusy Wschodnie“.

29 I 1945 pelnomocnik rzadu na wojewodztwo slasko-dabrowskie, gen. Aleksander
Zawadzki zarzadzil „ likwidacje wszelkich sladow okupacji niemieckiej i dla
zamanifestowania polskosci Slaska:“ Dal tym wladzom administracyjnym wolna reke
do wypedzenia ludnosci, ktora nie raz od setek lat mieszkala na Slasku .

W maju 1945 jeden z juz wymienionych komunistycznych pryncypalow, czlonek PKWN
zadal wypedzenia wszystki Niemcow.

Wojewoda slaski, gen. Aleksander Zawadzki w zarzadzeniu 88 z 18 VI 1945 napisal
by „bezwarunkowo usuwac Niemcow z gospodarstw rolnych i odsylac za Odre i
Nyse...“

Niejaki towarzysz Modzelewski 28 kwietnia 1946 r. podczas narady Krajowej Rady
Narodowej powiedzial: „... ziemie zachodnie oddane nam w administracje,
pozostana integralna czescia terytorium Rzeczpospolitej na zawsze.“

Premier Mikolajczyk twierdzil :“Trzy wielkie mocarstwa zgodzily sie Polsce
oddac te ziemie w administracje, a wnaszym rozumowaniu na zawsze“.

Jedrzej Giertych przyznal po wojnie, ze „przesuniecie granic Polski na Odre i
Nyse bylo deklarowanym celem polskiej narodowej demokracji.“

Dopiero na podstawie traktatow polsko-niemieckich z lat 1990-1991 o dobrym
sasiedztwie tereny bylych Niemiec Wschodnich staly sie prawnie obszarem Polski.

Dziwnym „zbiegiem okolicznosci“ tylko nie wiele osob wie o powyzej opisanych
wydarzeniach. Po czystkach etnicznych nastapila czystka historii.

Jakby tych nieszczesc nie bylo wystarczajaco wiele, nie tak dawno odezwaly sie
znowu glosy o „renegocjacji“ tych porozumien. Jakze bezdenna glupota
podkreslona kompletnym brakiem charakteru i fundamentalnych zasad moralnych, sa
takie sugerowane niuansy w swietle powyzszych opisow. (...)"

Ze "Slask, a sprawa polska"; tego samego autora.

Artykul
Brat, którym można pogardzać

Jak co roku przed Bożym Narodzeniem CBOS uraczył Polaków wynikami badań na
temat ich sympatii i antypatii do innych narodów. Na mapie tych uczuć wiele
się zmienia, ale zjawiskiem stałym jest obecność Rumunów w najściślejszej
czołówce nacji darzonych najgorętszą niechęcią.

(c) ARTUR SITNIK
Znam Rumunię bardzo dobrze. Przeżyłem tam większość ostatniego
szesnastolecia. Od lat zachodzę w głowę, czym Rumuni zasłużyli na tak
wyjątkową antypatię Polaków. I dlaczego Polacy nie dostrzegają wyjątkowego
absurdu tego uczucia.

NIEPOROZUMIENIE
W pierwszej połowie lat 90. do Polski napłynęły tysiące rumuńskich Cyganów.
Stąd masowo próbowali forsować nielegalnie granicę na Odrze i Nysie. Jednak
ci, dla których przeprawa do Niemiec okazywała się zbyt trudna i którzy
dostrzegli profity z pobytu nad Wisłą, coraz częściej zalegali w Polsce na
dłużej. Trudnili się coraz lepiej zorganizowanym żebractwem i nie byli tak
kryminalnie niebezpieczni, jak coraz liczniejsi przybysze ze Wschodu.

Początkowo spotkali się z sympatią społeczeństwa, które zachowało jeszcze
odruchy prostej, trochę naiwnej solidarności. Potem zaczęli budzić irytację,
a nawet pogardę, choć ich masowa deportacja w końcu lat 90. spotkała się
również z protestami. Przede wszystkim jednak upowszechniło się w
społeczeństwie polskim brzemienne w skutkach nieporozumienie - utożsamienie
Rumunów z Cyganami.

Przyczyniły się do tego media, które przez lata odmawiały uznania, że smagli
żebracy to przedstawiciele 10-procentowej cygańskiej mniejszości etnicznej w
Rumunii i określały ich po prostu jako "Rumunów". Słowo "Cygan" było jakoby
rasistowskie. Przejście na bardziej poprawne politycznie określenie "Romowie"
jeszcze pogłębiło nieporozumienie, ze względu na swe językowe podobieństwo do
słowa "Rumuni".

W efekcie trudno mi się było dziwić, gdy pewna pani z wyższym wykształceniem
wyraziła wobec mnie pogląd, że język rumuński musi być podobny do sanskrytu,
skoro Cyganie przywędrowali, jak wiadomo, z północnych Indii. Skąd miała
biedaczka wiedzieć, że romański język rumuński pochodzi z ludowej łaciny i
jest pozostałością po rzymskich rządach na północnych Bałkanach.

Wydaje się jednak, że to nieporozumienie odeszło już w przeszłość, skoro
respondenci tegorocznego sondażu CBOS zdają się odróżniać Rumunów od Romów.

ELIADE WAŻNIEJSZY OD MIŁOSZA
Doświadczenie z rumuńskimi Romami, wspomnienia biedy w Rumunii, jakie
zachowali niektórzy polscy turyści z lat 80., przedwojenne jeszcze legendy o
rumuńskim wojsku chodzącym bez butów, spotkania z bardziej współczesnymi
rumuńskimi celnikami żądającymi często łapówek pod byle pretekstami -
wszystko to złożyło się w Polsce lat 90. na stereotyp Rumunii jako kraju
nędznego i nic nie wartego.

A nawet niebezpiecznego. W latach 90. autokary z polskimi wycieczkami do
Grecji i Turcji jechały przez Jugosławię, w bliskości terenów ogarniętych
wojną, bo po podróży przez Rumunię spodziewano się najgorszego. Tymczasem
zarówno statystyki, jak i doświadczenia żyjących w Rumunii Polaków,
wskazywały, że jest to kraj bardziej wolny od kryminalnych zagrożeń niż
większość krajów ościennych. I bezpieczniejszy niż sama Polska. Trochę
dlatego, że policja mniej patyczkowała się z przestępcami, a trochę dlatego,
że Rumuni są narodem łagodnym. Kieszonkowców było w Bukareszcie równie wielu,
co w Warszawie, ale brutalnych napadów czy kradzieży samochodów -
wielokrotnie mniej. I tak jest dotąd.

W Rumunii turyście łatwiej też znaleźć ludzi, którzy chętnie udzielą mu
pomocy, posługując się językami obcymi. Niemal każdy wykształcony Rumun je
zna - i to nie tylko angielski, ale bardzo często również francuski lub
niemiecki. Łatwo też znaleźć budkę telefoniczną, bo jest ich więcej niż w
Polsce i nie ma tam obyczaju ich demolowania. W ogóle standardy cywilizacyjne
w tym kraju, tak bardzo zaniżone przez szczególnie okrutny rumuński komunizm,
coraz szybciej się podnoszą, co uwadze Polaków zdaje się umykać.

Szczególnie godny ubolewania jest brak świadomości Polaków w kwestii wartości
rumuńskiej kultury. Jest może uboższa niż polska, ale chyba bardziej otwarta
na świat. Czesław Miłosz, choć laureat Nobla, nigdy nie będzie tak ważną
postacią kultury uniwersalnej, jak jeden z największych myślicieli XX wieku
Mircea Eliade, a Wisława Szymborska - jak legendarny twórca teatru absurdu
Eugene Ionesco. Obaj pisali głównie w językach obcych, ale ich rodzime,
rumuńskie doświadczenie kulturowe jest treścią ich przesłania. A Constantin
Brancusi był w XX wiekumniej więcej tym w dziedzinie rzeźby, kim był Pablo
Picasso w dziedzinie malarstwa. Obaj tworzyli w Paryżu - pierwszy był
Rumunem, a drugi Hiszpanem.

Chrystianizacja najczęściej przebiegała w brutalny i prymitywny sposób.
Niszczone były wszelkie oznaki rodzimej wiary, całkowicie zastępowane
chrześcijańskimi symbolami - w miejscu świętych gajów i świątyń "kącin",kościoły
a w dniach, w których obchodzono uroczystości religijne ustalano różnego rodzaju
święta kościelne (no. Wszystkich Świętych).

(PS. Chram (także kącina, niepoprawnie: kontyna lub gontyna) - głównie w
średniowieczu (lecz spotykany także współcześnie) typ budowli sakralnej w
rodzimowierstwie słowiańskim - miejsce spotkań, modlitw, nabożeństw i wróżb,
którego rolę pierwotnie pełniły święte gaje. W języku ukraińskim i rosyjskim
chram nadal jest powszechnie używanym określeniem świątyni.
Głównie w związku z tym, że na terenach obecnej Polski chrystianizacja
przeprowadzana była w szczególnie konsekwentny i bezkompromisowy sposób (a do
tego stosunkowo wcześnie) największe odkrycia archeologiczne pozostałości tego
typu budowli odnotowano poza granicami Polski. W związku z tym, w pewnych
środowiskach badawczych przyjęto tezę, iż na terenach obecnej Polski tzw.
pogaństwo słowiańskie (z powodu Chrztu Polski) nie rozwinęło się na tyle by
wykształcić warstwę kapłańską oraz budować same chramy (co czyniło te ziemie
swego rodzaju ewenementem zakładając, że takowe licznie spotykano u Słowian
Zachodnich - m.in. w Szczecinie i Wolinie, a nawet wschodnich). Wraz z rozwojem
nauki, a w konsekwencji z najnowszymi badaniami archeologicznym dowiedziono
jednak (co od samego początku sugerowały odnośnie lokalizacji gontyn na terenie
Polski liczne podania i legendy związane choćby z historią polskich miast lub
wręcz chrześcijańskich sanktuariów - wówczas szczycono się niszczeniem
pogańskich gontyn i budowaniem na ich miejscu świątyń chrześcijańskich), iż pod
tym względem poziom kulturowy był dość wyrównany (choć generalnie, zdecydowanie
większą popularnością cieszyły się tzw. Święte Gaje).
Najbardziej znana kącina i zarazem główny ośrodek kultu Świętowita mieściła się
w Arkonie na Rugii. W świątyni znajdował się ogromnych rozmiarów czterogłowy,
drewniany posąg Świętowita z rogiem obfitości w dłoniach. Corocznie (w święto
Libacji) róg ów napełniano nowym winem lub miodem, a z ubytku trunku
przewidywano pomyślność przyszłych zbiorów. Gontyna pełniła też rolę wyroczni w
innych dziedzinach życia plemiennego - po zachowaniu konia poświeconego bóstwu,
określano np. przebieg planowanych wypraw wojennych. W mniej istotnych kwestiach
żercy (kapłani) do odczytywania przyszłości posługiwali się rzucaniem losów lub
jeszcze innymi praktykami magicznymi. W Arkonie funkcjonował także świątynny
skarbiec pełniący funkcję skarbu publicznego Rugian. Zarówno skarbiec jak i sam
chram strzeżony był przez specjalnie do tego wyszkoloną tzw. Drużynę Boga
liczącą 300 konnych.
A tak światynię opisywał Józef Ignacy Kraszewski w Starej Baśni: Leży kontyna na
wyspie zewsząd wodą otoczonej jak Lednica nasza, długa hać i mosty prowadzą do
niej, a gdyś już na ląd wszedł, dziewięć bram przebywać musisz, a do każdej z
nich pukać i prosić się, bo u każdej stróż stoi czujny dniem i nocą, a pyta cię
i opatruje. Nie puszczają zaś więcej jak trzech naraz do chramu. Kontyna stoi na
podwyższeniu z trojgiem wrót w tynach, co ją otaczają, z których dwoje się tylko
otwiera, a trzecie tajemne do wody prowadzą... Bóstwo stoi całe złocone w
koronie na głowie, na rogach jeleni i kozłów, misternie wywyższone pod dachem
purpurowym ze słupy malowanymi, a obok niego łoże jego królewskie purpurą zasłane...
Miejscowości, w których według podań i przekazów znajdowały się średniowieczne
budowle sakralne tego typu to:
Arkona, Biały Kościół, Bugaj, Chełm, Chojnice, Działoszyn, Garbów, Gniezno
(Wzgórze Lecha), Jodłowa, Kędzierzyn-Koźle, Koprzywnica, Koszalin (Chełmska
Góra), Kraków, Mościsko, Myślenice, Nowosielce, Nysa, Odrzykoń, Ołobok,
Radostowo, Rybnik, Starogard Gdański, Stołpie, Szczawnica, Szczecin,
Świeradów-Zdrój, Warszawa, Widełki, Wojcieszów (Góra Połom), Wolin, Wrocław)

W ten sposób stopniowo doprowadzano do eliminacji wcześniejszych wierzeń de
facto zmieniając jedynie nazwy i formy ich obchodów. Lokalne bóstwa zostawały
zastępowane przez kult świętych, a wizerunki bogów przekształcano najczęściej w
ikony, tak więc we wczesnym średniowieczu większość obrazów przedstawiających
Jezusa była identyczna z wcześniejszymi wyobrażeniami innych Bogów (czego łatwo
dopatrzeć się również dzisiaj) i Bogów z lokalnego panteonu.
(Ps. piszę z dużej litery, bo skoro wymaga to szacunku, to dla wszystkich Bogów
jednocześnie)

Barto co ty nato?
"Nie od razu Kraków odkopano

Najpierw wrocławianie zbudowali krakusom miasto, a teraz je odkopują. Jest
szansa, że wreszcie rozstrzygną, czyj rynek lepszy.
Dokładnie 749 lat temu zjawili się pod Wawelem Dytmar Wolk i Gedco Stilvoyt z
Wrocławia oraz Jakub, były sędzia z Nysy - trzej lokatorzy (lokowali, czyli
organizowali miasto), a później wójtowie Krakowa. To właśnie przybysze ze
Śląska wytyczyli rynek i siatkę ulic. Jak się sprawili, oceni teraz wrocławski
archeolog dr Cezary Buśko, który wspólnie z krakowskimi kolegami prowadzi
wykopaliska na ich rynku. Ma doświadczenie, wcześniej odkopywał rynek
wrocławski.

- To była na pewno bardzo przedsiębiorcza i zdolna trójka. Wiadomo, Ślązacy -
chwali dr Buśko. - Musieli mieć wiedzę z zakresu prawa i miernictwa, zdolności
organizacyjne i kontakty umożliwiające sprowadzenie kolonistów. Prawdziwi
pionierzy. A przy okazji budowali sobie majątki i wspinali po szczeblach
drabiny społecznej - opowiada archeolog.

Co ważne, przynajmniej jeden z nich - Gedco Stilvoyt - wrócił z tym majątkiem
do Wrocławia i tu inwestował.

Dr Buśko natrafił na siedzibę zasadźców, na tzw. gródku (okolice ul. św.
Krzyża). Jedno jest pewne - umieli się urządzić!

Cezary Buśko: - Mieszkali wystawnie, bo podłogi wyłożone były ceramicznymi
płytkami, takimi jak w ówczesnej katedrze wawelskiej. Poza tym panowie obracali
znacznymi sumami pieniędzy, o czym świadczy znaleziony przez nas odważnik o
masie jednej grzywny (240 srebrnych denarów).

Rynek w Krakowie wytyczyli trochę większy niż we Wrocławiu (10 arów, nie ma o
co kopii kruszyć), ale - jak podkreśla dr Buśko - dziecko jest zwykle większe
od rodziców. Za to kamienice (w Krakowie kamienne, u nas ceglane) miały tyle
samo kondygnacji. Bałagan na rynku też był taki sam.

Dr Buśko: - Podobnie gruba warstwa mierzwy, choć krakowskie bruki były lepsze i
zajmowały większy obszar. U nas otoczakami zbieranymi na polach (albo, jak kto
woli, granitem skandynawskim) wyłożono tylko teren wzdłuż pierzei. Poza tym oni
mieli porządne rynsztoki i krawężniki, u nas był z tym problem.

Za to ratusz na wrocławskim rynku pojawił się wcześniej i był piękniejszy niż
krakowski. My wciąż możemy cieszyć nim oczy, krakusi swój rozebrali w XIX
wieku. Przez pomyłkę. Chcieli wyburzyć przylegający doń spichlerz i... z
ratusza została tylko wieża.

Zarówno we Wrocławiu, jak i w Krakowie na rynku był pręgierz i miejsce straceń
oraz problem z porządnym sprzątaniem po egzekucjach.

Dr Buśko: - Na odcinku między krakowskim pręgierzem (już nie istnieje) a
miejscem straceń (stoi tam pomnik Mickiewicza) znaleźliśmy ludzką żuchwę i dwa
kręgi jakiegoś nieszczęśnika, który stracił życie około pięciuset lat temu. We
Wrocławiu też znaleźliśmy pod pręgierzem kość strzałkową, i to z tego samego
okresu.

Handel szedł równie dobrze we Wrocławiu, jak i w Krakowie, choć we Wrocławiu
były na pewno cztery budynki Sukiennic, a w Krakowie archeolodzy odsłonili na
razie trzy. Oba miasta posiadały Wielką i Małą Wagę, choć Kraków szybciej
umieścił je w murowanych budynkach.

Dr Buśko: - Przy krakowskiej Wielkiej Wadze znaleźliśmy półtonowy bochen ołowiu
ze stemplami Władysława Łokietka i znakami kopalni w Olkuszu. Po wrocławskim
handlu zostały plomby ołowiane do oznakowania pochodzenia sukna.

Na koniec: gołębie na krakowskim rynku są, jeśli wierzyć legendzie, importem
wrocławskim. To rycerze księcia Henryka Probusa, który zgodził się na ich
przemianę w ptaki w zamian za złoto. Potrzebne mu było, żeby zdobyć papieską
zgodę na koronację. Po powrocie księcia z koroną rycerze mieli odzyskać ludzkie
kształty. Henryk Probus zamiast korony dostał truciznę, a nasi wciąż latają nad
krakowskim rynkiem. "

Mysla, Barto, ze teraz kolej na Ciebie i nom napiszesz fto Warszawa lokowou?
Albo chcesz dali Mamlasem byc?

forum GW mogłoby być miesjcem przedstawienia poglądów, ale z tego co czytam jak
zwykle narzekania i pesymizm. Diagnoza RED. NACZ. jest łagodna, powierzchowna i
nienaukowa. Nie chce mi sie nawet pisać, zasugeruję tylko kilka faktów:
1. na Szczecin należy spojrzeć z perspektywy tysiąca lat jego historii,
szczególnie od XIII wieku /prawa miejskie/. Spojrzeć również jak na "dziwkę
atrakcyjną" /łup wojenny/, która przechodziła z rąk do rąk różnych nacji po
bezpotomnej śmierci ostatniego z Gryfitów w XVII w. I nadal jestesmy ATRAKCYJNYM
MIEJSCEM W EUROPIE. /lasy, woda i położenie/
2.Miasto jako takie zbudowali tak naprawdę władze pruskie, kulturę krzesili
również Francuzi /kolonia/, biznes przez wieki robili wszystkie możliwe
nacje...na Żydach kończąc, którym pozwolono, niestety, przybyć do Stettina w
XIXw. SZCZECIN TO NIE JEST POLSKIE MIASTO, TO MIASTO EUROPEJCZYKóW I TAK POWINNO
BYć. Było i jest administrowane fatalnie przez władze polskie a jego wygląd i
status zawdzięczamy komunistom PRL, a obecnie pseudodemokracji od 18 lat.
3.Wojna przerwała brutalnie rozwój miasta, Angole zbombardowali strasznie a
komuchy powywozili rozebrawszy niektóre gmachy po 1945r.. SłAWIONY INŻ. Piotr
ZAREMBA DOPEłNIł SWEGO: oderwał Szczecin w jego najważniejszej części od Odry
budując wg swojej chorej /pił niestety dużo - z moim teściem także :)/ wyobraźni
trasę na północ, która dociągnął tylko do stoczni. Polak potrafi....wygrał
plebiscyt hehe
4. przybył na te ziemie lud opisywany przez forumowicza /który jeszcze nie
wymarł/ więc nie będe się powtarzał,
5. do 70 r. prawie nie budowano nic poza koniecznymi obiektami, dopiero po
podpisaniu z NRF paktu zaczęto powoli wznosić osiedla, bo granica nie była
ustabilizowana traktatem /zresztą ma ona przebiegac na lini Nysy i Odry, ale kto
o tym jeszcze pamięta? i gdzie właściwie zgodnie Traktatem Poczdamskim
powinniśmy się znajdować - nie chodzi o reiwzjonizm ale o rzetelne studium
naukowe - może GW zamieści obszerny wywiad w tej kwestii z prof. Stelmachem,
którego erudycje wielce szanuję/,
6. Watykan dopiero po tym wydarzeniu lub tuż przed /nie pamiętam kolejności/
ustanowił biskupstwo i diecezje szczecińsko-kamienską /słynny arc. Stroba/ co
wpłynęło na stabilizację tych ziem,
7. nie mamy Rynku /ten na terenie Nowego-Starego Miasta to niewypał/, bo kolejni
prezydenci bali się przenieść szkołę im. Maciusia w inne nieodległe miejsce,
Darek Pęchorzewski z SCR od lat dopomina się o utworzenie tam serca Miasta, ale
kto mu w tym pomoże? pani Masojć? Prezydent Piotr Krzystek? próbujmy, nie
narzekajmy... z socjologii miasta wynika jasno: jesteśmy tłumem, potomkami
różnej maści osiedleńców nieposiadających tożsamości z tym miejscem i
historyczno-mistycznego Centrum tj. Rynku...od niego jak kręgi na wodzie powinno
się rozchodzić to co jest "krwią" miasta, duchem miejsca i czasu, a duch
Szczecina wedle legend unoszący sie nad pogańskim chramem w okolicy obecnego
zamku nie był łagodny i miły - miłej lektury w Książnicy!
8. z licznych spotkań także na forum "Gryf" rodzi się przykry obraz Szczecina:
brak umiejętności zarządzania i organizacji miasta przez kolejnych prezydentów
działania razem, niechciejstwo, nieumiejętność, kolesiostwo, rządzą nami górale
/bez nazwisk/ albo przybyli z wiosek i małych miasteczek mali ludzie o dużych
ambicyjkach..może pora założyć Partię Szczecinan/Pomorzan i wygrać za 4 lata
Szczecin dla Europy. A Red. Nacz. życzę aby kolejno surowo punktował co jakiś
czas posłów z tego co zrobili dla miasta i regionu, tak samo senatorów 2 i
radnych naszego miasta, a także Sejmiku. "Kurier" ani podupadły "Głos" nie
zrobią tego. Śmiało Wojtku, masz narzędzia i zdolną choć niewielką ekipę.
dalej już nie nie chce mi się pisać wybaczcie-ide spać /pora na wyjazd z tego
miejsca? dam sobie jeszcze 2 miesiące/

Prawda o Poczdamie
W roku 1995 prof. Otto Kimminich, znawca prawa międzynarodowego przeprowadził
szegółową expertyzę treści wszystkich znanych protokołów i dostępnych
originalnych materiałów z przebiegu obrad konferencji poczdamskiej i jej
decyzji końcowych. Przy wypracowaniu tej opublikowanej pod
tytułem "Vertreibung: Recht gegen Recht, Unrecht gegen Unrecht?" expertyzy
prawnej, autor posłużył się ściśle naukowymi zasadami argumentacji, na co
wyraźnie wskazuje w słowie wstępnym arcybiskup Karl Lehmann. Ta powstała na
zlecenie niemieckgo episkopatu ocena prawna prowadzonych w Poczdamie rokowań,
jest odpowiedzią na referat polski, jaki odczytany został w roku 1990 podczas
rozmów przedstawicieli polskiego i niemieckiego kościoła w Gnieźnie. Wyniki
tej naukowej expertyzy pozwalają na wycięgnięcie następujących wniosków
końcowych, przy czym szczególnie zaakcentowane zostały konsekwencje prawne
prowadzonych w Poczdamie obrad:

W porozumieniu poczdamskim alianci nie zarządzili wypędzenia Niemców z
terenów na wschód od Odry i Nysy wraz ze Szczecinem. Treść protokołów tej
konferencji jednoznacznie dowodzi, że zachodni alianci potępili będącą już
wtedy w pełnym toku polską akcję wypędzania Niemców z ich ziem rodzinnych.
"Plan wysiedleń" alianckiej Rady Kontroli z 20.11.1945 nie jest aktem prawnym
do realizacji postanowień poczdamskich, lecz jest próbą zachodnich aliantów
przejęcia wypędzonej przez Polskę i Czechosłowację ludności niemieckiej na
tereny zachodnich stref okupacyjnych. Ten plan reguluje jedynie stronę
techniczną tych transportów z ludzmi, ich dalszy podział czy zapewnienie
potrzebnego wsparcia materialnego.
Przesiedlenie Polaków z terenów wschodnich, które przyłączono na powstawie
polsko-sowieckiego porozumienia granicznego do Związku Radzieckiego (obszary
te były w większości zamieszkałe przez ludność ukraińską i białoruską i
Polska zdobyła je w wyniku agresji z roku 1921) nie odgrywało w czasie debat
poczdamskich żadnej roli. Wspomniane polsko-sowieckie porozumienie graniczne
przewidywało polsko-radziecką wymianę ludności, w której trakcie przesiedlono
więcej Polaków z terenów sowieckich do Polski aniżeli ludności narodowości
niepolskiej przesiedlono z Polski do Związku Radzieckiego. W tym kontekście
jedynie Churchill żądał, aby Polska nie dostała więcej terenów niemieckich,
aniżeli potrzebuje na osadzenie ludności przybyłej ze Zw. Radzieckiego.
Porozumienie poczdamskie nie jest umową o przesiedleniu ludności. Wogóle
porozumienie takie tylko wtedy może uzyskać moc prawną, jeżeli do niego
doszło w wyniku wolnych rokowaniach pomiędzy wszystkimi dotkniętymi nimi
stronami. Jakieśkolwiek umowy o przemusowym wysiedleniu ludności państw
trzecich są w świetle prawa międzynarodowego nieważne.
W czasie konferencji poczdamskiej nie doszło do żadnej formalnej aprobaty
rozwijanych jeszcze w trakcie trwania wojny planów wysiedlenia ludności
niemieckiej. W czasie trwania konferencji zarówno USA jak i W. Britania
starała się o pomniejszenie do minimum wymiaru wysiedleń ludności
niemieckiej, które też miano przeprowadzić powoli i w humanitarny sposób.
W czasie trwania konferencji i w porozumieniu poczdamskim nigdzie nie
wyrażono aprobaty do planów wygnania ludności z terenów na wschód od Odry i
Nysy.
Twierdzenia Stalina, że tereny do Odry i Nysy były już w czasie trwania.
konferencji opuszczone przez ludnośc niemiecką nie były zgodne ze stanem
faktycznym.
Teza, że prawo międzynarodowe przyjęło zakaz wypędzenia ludności dopiero po
roku 1945 nie jest zgodna z prawdą, jako że zasada ta została wprowadzona do
prawa międzynarodowego już w wieku XIX. Za to do roku 1945 nie było mowy
o "prawie ludności do ziemi rodzinnej", jako że do tego czasu nigdy nie
kwestionowano tej elementarnej zasady prawnej, nikt też do tego czasu nie
zajmował obcych terytorii, aby wypędzić z nich ludność rodzimą. Do roku 1945
było bezsprzeczne, że ludność ma prawo do pozostania na ziemi rodzinnej.

To powyżej przytoczone sprostowanie powszechnie zakłamangeo obrazu
Konferencji Poczdamskiej burzy obraz Polski jako ofiary przetargów "wielkiej
trójki".

Rewizja historii na Śląsku jest w pełnym toku. Kolejne publikacje wzmożą
proces dochodzenia do prawdy o Śląsku i o historycznej roli Polski w jej
zmaganiach z zachodnim sąsiadem. O tym, że jest co odkrywać, przekonywuje
lektura niedawno wydanej książki Ewalda Pollok "Legendy, manipulacje,
kłamstwa prof. F:A. Marka w ,Tragedii górnośląskiej' ", z jej
podtytułem "Prawda o Śląsku i powojennej dyskryminacji jego mieszkańców". W
książce tej Ewald Pollok podjął się zadania prostowania kręgosłupa, tzn.
wielkozakrojonej korektury obrazu o Śląsku, malowanego zwykle w mętnych
barwach przy użyciu zużytego pędzla, przesiąkniętego duchem polskiej
nietolerancji. Jako punkt zaczepny do formuowania własnej, opartej o szeroką
wiedzę krytyki, posłużyła mu książka prof. Marka pod tytułem "Tragedia
górnośląska". Tą wydaną w języku polskim publikację Edwarda Polloka trudno
jest jednak nazwać polskim wkładem do korektury wiedzy o Śląsku, jako że jej
autor jest Ślązakiem z krwi, kości i ducha. A skoro tu już mowa o
trudnościach, to należy dodać, że nie przychodzi łatwo ograniczyć się tu
jedynie do krótkiej wzmianki o tej gwiazdce na rzecz śląskiej racji i książce
poszerzającą wiedzę o Śląsku, pisaną w zaangażowanym ale wyważonym stylu.
Lektura tej publikacji zdoła przekonać może i ostatniego niedowiarka o
wymiarze spustoszeń, jakie przyniosły w przeszłości poczynania wrogich
Śląskowi elit narodowych. Jaskółka Śląska powinna zainteresować się
możliwościami przedruku niektórych fragmentów tej książki.

Wyraźmy życzenie, aby w przyszłości wydano więcej podobnych publikacji spod
ręki równie dociekliwych autorów, okazujmy uznanie ludziom, podejmującym się
ważnego zadania popularyzacji prawdy o Śląsku.

www.slonsk.de/

Jaki Polak...Czesc jego Pamieci !!!
Jan Nowak-Jeziorański nie żyje
Jarosław Kurski 21-01-2005, ostatnia aktualizacja 21-01-2005 14:57

Dziś w nocy odszedł Jan Nowak-Jeziorański, ostatni wielki autorytet XX-
wiecznej Polski. Wychowany w legendzie Powstania Styczniowego, całe życie był
obsesyjnie zakochany w Polsce. Nie była to jednak miłość ślepa. Kurier z
Warszawy często powtarzał, że największym niebezpieczeństwem dla Polski
bywają sami Polacy

Rocznik 1914, przedstawiciel pierwszego pokolenia wychowanego w Polsce
Niepodległej. Jego życiorysem można by obdzielić wiele niebanalnych osób. Od
dzieciństwa zaczytywał się Sienkiewiczem. Wychowany został w legendzie
Powstania Styczniowego. Całe życie obsesyjnie zakochany w Polsce. Pod wpływem
Eugeniusza Kwiatkowskiego, ministra przemysłu, budowniczego Gdyni, studiuje
ekonomię w Poznaniu u prof. Edwarda Taylora. Wrzesień 1939 przerywa pracę nad
doktoratem. Walczy w formacji artylerii konnej. Cudem unika sowieckiej
niewoli. Nazwiska wszystkich oficerów z jego dywizji trzy lata później
odnajdzie Nowak na liście katyńskiej.

Kurier z Warszawy

W okupowanej Warszawie zajmuje się handlem. Szybko dołącza do akowskiej
konspiracji. W mundurze niemieckiego kolejarza rozwozi dywersyjną bibułę
Akcji N, która ma za zadanie złamać morale niemieckiego żołnierza. Jako
wysłannik Komendy Głównej Armii Krajowej odbywa trzy brawurowe podróże
kurierskie. Jedną do Szwecji, dwie do Londynu. Spotyka się z największymi
aktorami polskiej i brytyjskiej polityki: Stanisławem Mikołajczykiem, gen.
Kazimierzem Sosnkowskim, Anthonym Edenem, Winstonem Churchillem... Wraz z
innym kurierem Janem Karskim stara się uczulić opinię zachodniego świata na
sprawę zagłady polskich Żydów. Jako pierwszy przemyca na Zachód broszurę o
Powstaniu w Getcie Warszawskim.

Na tydzień przed wybuchem Powstania Warszawskiego przybywa do Polski mostem
powietrznym. 30 lipca w rozmowie z Komendą Główną AK z gen. Tadeuszem Borem-
Komorowskim na czele rozwiewa wszelkie złudzenia co do politycznych skutków
warszawskiego zrywu. - To będzie "Burza", ale w szklance wody. Nikt nam nie
pomoże, jesteśmy sami, Rosjanie będą się tutaj rządzić, jak chcą - mówił.

W powstańczym Radiu Błyskawica redaguje audycje nadawane w języku angielskim.
We wrześniu 1944 bierze ślub z łączniczką Akcji Jadwigą Wolską "Gretą". Za
ozdobę służą petunie zerwane z balkonu zbombardowanego domu, za weselną ucztę
konserwa z brytyjskich zrzutów. W kaplicy nie ma jednego całego witraża, pod
butami chrzęści szkło.

Po upadku Powstania z mikrofilmami i tajnymi dokumentami świadczącymi o
dramacie stolicy ukrytymi pod gipsem małżeństwo Nowaków przedostaje się do
Londynu. Nowak mobilizuje opinię publiczną wokół sprawy polskiej, jeździ po
Anglii z odczytami o Powstaniu, wraz z Borem-Komorowskim pisze wspomnienia.
Podejmuje pracę w BBC.

Wolna Europa na rzecz wolnej Polski

W 1952 przenosi się do Monachium, gdzie staje na czele polskiej rozgłośni
Radia Wolna Europa - Głosu Wolnej Polski. 3 maja 1952 rozgłośnia nadaje
pierwszą audycję. Rozpoczyna się drugi etap życia Nowaka. Szybko zdobywa
uznanie amerykańskich przełożonych i wywalcza duży margines niezależności.
Rządy w zespole dzierży mocną ręką. Ujawnia rewelacje zbiegłego na Zachód
wysokiego oficera UB Józefa Światły. W październiku 56 pomny tragedii
Powstania Warszawskiego - w odróżnieniu od kolegów z rozgłośni węgierskiej -
tonuje nastroje w Polsce i w ślad za prymasem Wyszyńskim udziela kredytu
zaufania Władysławowi Gomułce. Mimo że rozgłośnia nadaje z terenu Niemiec,
Nowak upomina się o gwarancje nienaruszalności granic na Odrze i Nysie.
Władze PRL zagłuszają RWE, ale mimo to miliony Polaków regularnie słuchają
rozgłośni. Dzięki radiu dowiadują się o Liście 34, wydarzeniach marcowych,
procesie "Taterników", rozruchach na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Nowak
staje się obiektem ubeckiej nagonki. Bezpieka rozpowszechnia falsyfikaty
dokumentów, jakoby Nowak był hitlerowskim kolaborantem. Potwarze, choć
absurdalne, są chętnie powtarzane przez przeciwników Nowaka aż po dzień
dzisiejszy. Nękany przez wewnętrzną agenturę, zmuszony ze względów
budżetowych do redukcji, po 24 latach odchodzi z radia. "Nie będę własnymi
rękami niszczył tego, co budowałem przez tyle lat" - zwierza się Jerzemu
Giedroyciowi.

W alpejskim domku na przełęczy Pass Thurn w kwietniu 1977 stawia ostatnią
kropkę na maszynopisie biograficznego "Kuriera z Warszawy" - najlepszej
polskiej książki wspomnieniowej z okresu II wojny światowej.

Stała przepustka do Białego Domu

Pod koniec 1977 roku za namową Zbigniewa Brzezińskiego udaje się do
Waszyngtonu, gdzie jako jeden z dyrektorów Kongresu Polonii Amerykańskiej
staje się ogromnie wpływowym orędownikiem polskiej sprawy. Miał stałą
przepustkę do Białego Domu. Był jednym z niewielu ludzi, którzy bez
zapowiedzi mogli dzwonić do prezydenta USA. Przez 15 lat był konsultantem
Rady Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Odegrał ogromną rolę jako lobbysta
na rzecz opozycji demokratycznej w kraju. W 1989 r. skutecznie zabiegał o
miliard dolarów na polski fundusz stabilizacyjny i redukcję naszego
zadłużenia. Nie do przecenienia są jego zasługi związane z przyjęciem Polski
do NATO.

Po 45 latach, w sierpniu 1989 r., przyjechał do Polski na zaproszenie Lecha
Wałęsy. Drżąc ze wzruszenia, schodził po trapie samolotu witany przez
warszawiaków i delegację OKP. Od tej chwili regularnie dzielił czas między
Warszawę a Waszyngton. Odznaczony został amerykańskim Medalem Wolności i
polskim Orderem Orła Białego i Virtuti Militari, Orderem Gedymina - za
zasługi dla Litwy. Po przyjeździe do Polski spadł na niego deszcz zaszczytów
i wyrazów uznania.

Powrót do kraju

Trzy lata temu zjechał do kraju na stałe i zamieszkał przy ul.
Czerniakowskiej. Przez ostatnie 60 lat życia dzień zaczynał o szóstej rano od
wysłuchania wszystkich możliwych radiowych i telewizyjnych wiadomości i
lektury gazet. Jak radar wychwytywał wszelkie oznaki niekorzystnego dla
Polski biegu zdarzeń. Potem brał za telefon i dzwonił do prezydentów,
premierów, senatorów, publicystów, dyktował listy i memoranda. Ostatni raz
widziałem go w poniedziałek pochylonego nad gazetą, w radiu leciał serwis
informacyjny. Nowak znów niepokoił się tym, co dzieje się w Polsce, i
powtarzał, że największym niebezpieczeństwem dla Polski bywają sami Polacy.

Jarosław Kurski