Jana Kasprowicza „ Z chałupy” „ Święty Boże, Święty Mocny” „Krzak dzikiej róży”
Deszcz jesiennyLeopolda Staffa
Baudelaire'a, "Padlina"
Zbigniewa Herberta "Przesłanie pana Cogito".
Stefana Żeromskiego "Ludzie bezdomni".

· 

Feliks Konarski

Są ludzie tak szczęśliwi, że o nic nie proszą...
Są nieba wciąż błękitne, które chmur nie noszą...
Są lądy nie znające zimy ani jesieni...
Są rzeki, w których woda szmaragdem się mieni...
Są drzewa, których zieleń staje się okrutna...
Są ptaki kolorowe jak Tycjana płótna...
Są miasta wiecznie białe albo wiecznie złote...
Skazane od powicia na słońca spiekotę!
A ja bym chciał już wreszcie spojrzeć raz do góry
I ujrzeć szare niebo, a na nim szare chmury -
I z tych chmur, żeby deszczu szare krople błysły,
a tuż u stóp zmęczonych szare fale Wisły...
Szarym jesiennym rankiem iść przez Marszałkowską,
pod szarym niebem usiąść ze swą szarą troską...
Znów się znaleźć, jak dawniej, w szarych wróbli tłumie
Ja, szary, prosty człowiek...
A świat nie rozumie.

*************

Leopold Staff

Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić
Krzyczeć tęsknocie "Precz!" i błagać "Prowadź!"
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć...

**********

i na drugie sniadanie

Halina Poświatowska

a ja i tak jestem ci wierna
i codziennie wybieram ciebie
spośród miliona
i szepczę kocham
choć to nie ma sensu
i jak talizman noszę ze sobą
wszędzie
twój uśmiech

Dziś po raz kolejny obejrzałam "Aśokę" z wielką przyjemnością. Szczególnie zainteresowała mnie tym razem przemiana ze Złego Aśoki. I - odwołując się do arcyciekawej wypowiedzi przedmówczyni - nie sądzę, żeby to pojedynek z Vikratem spowodował ten impuls. To, moim zdaniem, ten moment, w którym Aśoka, jak zwykle po walce bierze kąpiel, jest władczy, spełniony i wtedy otrzymuje wiadomość o narodzinach dzieci. Otrzymuje też komunikat, że źle myślał: zdobył ziemie, ludzi i bogactwa, ale tak naprawdę to wszystko zniszczył i na świecie i w sobie. Zapomniał o cenie za ten stan. Zatracił swoje człowieczeństwo, zagubił w sobie cel życia i jego sens. W tym momencie i chwilę później, gdy chodzi po polu bitewnym, jest dla mnie odzwierciedleniem szatana z wiersza Leopolda Staffa "Deszcz jesienny", (który zniszczył ogród i zapłakał nad swoim dziełem) ze swoją rozpaczą i niedowierzaniem. A już jego spotkanie z Kaurwaki i pożegnanie z Aryją tylko utwierdzają go w decyzji o przemianie. Nagle zdał sobie sprawę, że nie żył swoim życiem, lecz realizował chory plan zrodzony w ambitnym umyśle. I dlatego film ten uznałam za niezwykle piękny i prawdziwy w swej istocie. Z pewnością wrócę do niego w przyszłości.

Witam!
Mój temat na maturę ustną z j.pol. brzmi:

Człowieczy los w poezji Jana Kasprowicza i Leopolda Staffa. Omów na wybranych przykładach.

Wybrałam zatem z poezji Kasprowicza:
- Sonet XIII (dekadentyzm - obojętnie co zrobimy i tak wyjdzie źle)
- Sonet XXVI (świadomość o losie "ale trudno.. to Boże przykazy" )
- Matka (w los człowieczy wpisane jest cierpienie)
- Wożą gnój (prowadzenie normalnego życia, z nadzieją na lepsze jutro)

A z wierszy Staffa:
- Kowal
- Deszcz jesienny
- Przedśpiew
- Most

Mam problem z ułożeniem odpowiedniego określenia problemu... Czy ma ktoś jakiś pomysł?

Myślałam też o załączeniu piosenki Anny German pt. Człowieczy los.
Tylko czy to dobry pomysł...

Z góry dziękuję za wszelką pomoc!

· 

Witam!
Mój temat na maturę ustną z j.pol. brzmi:

Jana Kasprowicza i Leopolda Staffa. Omów na wybranych przykładach.

Wybrałam zatem z poezji Kasprowicza:
- Sonet XIII (dekadentyzm - obojętnie co zrobimy i tak wyjdzie źle)
- Sonet XXVI (świadomość o losie "ale trudno.. to Boże przykazy" )
- Matka (w los człowieczy wpisane jest cierpienie)
- Wożą gnój (prowadzenie normalnego życia, z nadzieją na lepsze jutro)

A z wierszy Staffa:
- Kowal
- Deszcz jesienny
- Przedśpiew
- Most

Mam problem z ułożeniem odpowiedniego określenia problemu... Czy ma ktoś jakiś pomysł?

Myślałam też o załączeniu piosenki Anny German pt. Człowieczy los.
Tylko czy to dobry pomysł...

Z góry dziękuję za wszelką pomoc!


Pomysł z piosenka jest doskonały

Co do określenia problemu:

Człowieczy los nie należy do lekkich, ale nie mamy innego i należy go przyjąć - z pokorą...

Jak kopiujecie treść cudzego wiersza, to wypada podać jeszcze jego autora.

Mój ulubiony wiersz to Deszcz Jesienny Leopolda Staffa. Większość osób twierdzi, że można zasnąć przy jego typowo dekadenckim nastroju, jednak jego treść zawsze skłania mnie do refleksji i wzbudza we mnie wiele uczuć.

eee deszcz pada. poopalać się nie można. w takim razie wstawię swój wiersz napisany jesienią tamtego roku a co mi tam Wy nie wstawiacie, to ktoś musi podtrzymać ten wątek dodam jeszcze, że wiersz ten jest zainspirowany utworem Leopolda Staffa, pt. "Deszcz jesienny"

"Jesienna refleksja"

Krople deszczu po cichu spadają z nieba,
spływają po oknie,
zatrzymują się na parapecie,
niby tak jak zawsze- lecz inaczej...

I widzę tylko to okno,
a za nim świat, kiedyś kolorowy,
teraz w barwach jesieni, mglisty...
Ulicą przewijają się ludzie,
szaro- żywiołowość śpi...

Krople deszczu po cichu spadają z nieba,
spływają po oknie,
zatrzymują się na parapecie,
niby tak jak zawsze- lecz inaczej...

Kolorowe parasole mkną ponad ich głowami,
są przeciwieństwem ich myśli,
przynajmniej od zewnątrz...
Co ludzie kryją w sobie,
co można w nich dostrzec...?

Krople deszczu po cichu spadają z nieba,
spływają po oknie,
zatrzymują się na parapecie,
niby tak jak zawsze- lecz inaczej...

Ogólnie nie lubię poezji ,bo nie potrafię się skupić przy jej interpretacji. Jednak są takie utwory ,które budzą we mnie dzikie instynkty
Uwielbiam wszystkie wiersze Leopolda Staffa ,a zaczęło się od dekadenckiego Deszczu jesiennego, na języku polskim. To zadziwiające jak lekcja polskiego potrafi natchnąć
Strasznie mi się podoba „Lubię, kiedy kobieta…” Kazimierza Przerwy-Tetmajera , wiersz ten recytowany przez Żebrowskiego jest niesamowiiiity!
I na tym moja fascynacja poezją się kończy, póki co.

wiersz mi w oko wpadł xD


No jakby nie bylo zwrocilas na niego uwage a nie wyrobilas w sobie nastawienia typu "kolejne debilne nudziarstwo" a to dobrze o tobie swiadczy...przynajmniej w moich oczach zyskujesz dodoatkowy punkcik xD
Ja osobiscie lubie jeden wiersz wiec nie mam sie czym pochwalic...chodzi o "Deszcz Jesienny" Leopolda Staffa...
"...przez ogród mój szatan szedl smutny smiertelnie..." itd xP

1
Moim ulubionym wierszem jest "Deszcz Jesienny" Leopolda Staffa ale widze ze kolezanka mnie wyprzedzila wiec
Joanna Brzostowska :

Nie rozłączą nas
Nie rozłączą nas pożegnania:
wracamy do siebie zawsze.
Mądre są nasze serca
i od myśli stokroć łaskawsze.
Przejechaliśmy lekkomyślnie
jeszcze jedną szczęścia stację.
Byłam winna?
Gniewasz się na mnie?
Oboje mieliśmy rację.
Gdy się kocha
wszystko jest prawdą.
Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
Ginie przepada żal
od jednego uściśnienia.
Lecz nie można błądzić na wichrze
by tej prawdy słowa usłyszeć.
Skryć się trzeba w domu wieczorem
i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.

ten deszcz to nie Gramatik tylko wiersz z okresu MP Leopolda Staffa Deszcz Jesienny ;] peace

..... dziewczyny .... jesteście mi najlepszymi przyjaciółkami ...

... to straszne, ale w realu nie mam tak naprawdę prawdziwej przyjaciółki .... takiej, której mogłabym się wypłakać w rękaw ... która by mnie wysłuchała, która by pocieszyła ...
Bardzo Was potrzebuję!!!!

===============================================

"Radość zatruta"

Te kilka jak łzy smutnych dni,
Które nam pozostały jeszcze,
Nim mi na zawsze znikniesz w dali:
Jak żeśmy dziwnie zmarnowali
Te kilka jak łzy smutnych dni,
Smutniejszych niż jesienne deszcze.

A jeszcze słońca kwiat się pali,
Złoty jesienią liść szeleszcze
Nad kolumnadą ciemnych pni...
Lecz w duszy naszej lęku dreszcze,
Serce się ściska, skarży, żali
I rozpacz już rozłąkę śni
Za kilka jak łzy smutnych dni.

Ach, czemu nie całuję, pieszczę
Twych oczu, w których miłość lśni!
Czemu nie porwę cię w ramion kleszcze,
Skoro wiem, że mi znikniesz w dali!
Jeno majaczę sny złowieszcze,
By płakać, żeśmy zmarnowali
Te kilka jak łzy smutnych dni,
Które nam pozostały jeszcze.

Powiew w sadzie
Do ust gałęzie drzew jej dłoń
Zginała w kwietnym sadzie.
Sad kwiat i woń
Na skroń jej kładzie.
I dla niej woniał cały sad...
Gdy znikła w szacie białej,
Z drzew padał kwiat,
Gałęzie drżały.

Przemknęła jak wiosenny wiew
Między jabłonki, grusze.
Pośród tych drzew
Straciłem duszę.

Leopold Staff

Komu mam o tym napisać? Komu, jak nie Wam .....
Mam prawie 38 lat i wydaje mi się, że wiele rzeczy w życiu przegrałam.... czy coś dobrego mnie jeszcze czeka?????
Pewnie tak .... ale co?
........................
Przepraszam, ale musiałam to napisać .... jestem człowiekiem i targa mną mnóstwo sprzecznych uczuć ...

Dziękuję Wam bardzo za to, że JESTEŚCIE!!!!!!!!!!!! DOBRANOC

"Ars poetica"

Echo z dna serca, nieuchwytne,
Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę,
Nim zblednę, stanę się błękitne,
Srebrzyste, przezroczyste, żadne!"

Łowię je spiesznie jak motyla,
Nie abym świat dziwnością zdumiał,
Lecz by się kształtem stała chwila
I abyś, bracie, mnie zrozumiał.

I niech wiersz, co ze strun się toczy
Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki,
Tak jasny jak spojrzenie w oczy
I prosty jak podanie ręki.

"Deszcz Jesienny" Leopolda Staffa...

kocham <3

----- Original Message -----

Sent: Thursday, December 04, 2003 12:25 PM
Subject: - brama -

brama

chmura pragnie mnie oszczać. w pustych
nawiasach bram krystalizują się nieudane znajomości,
które wkrótce spłyną studzienkami. nasza pomyłka
polega na nadprodukcji twarzy, nadreprezentacji min
i nadinterpretacji grymasów. skręcone DNA,
geny spragnione ekspresji, domagające się imion,
telefonów zapisywanych na dłoni pożyczonymi długopisami,
wiecznie zapchanych środków interpersonalnej komunikacji:
tym właśnie wypchane są prochowce, płaszcze i kurtki.

dopada mnie nora, mara w norze i marazm. zmakam.
spod higroskopijnych powiek sypie się piach.

wrosłem w bramę, jak w kwantyfikator,
w zapowiedziach synoptyków jest wiele o mgle,
ale nic o mnie. omdleń i paraliżów nie przewidziano
na najbliższą dobę. więc to endemiczne,
że tak tu nasiąkam, chrońcie mnie twoje ramiona!

stoję i czekam, aż wyschnie każda z moich twarzy
odbitych w kałużach. to może potrwać, ale potem
narysujesz mnie od nowa, żebyśmy mogli się bawić
w zapominanie imion. to jeszcze poczekaj: właśnie
zeruję licznik, kasuję alfabet.

--
pozdrawia m.


Przetłumaczę na inny język:

brama

Chmura pragnie mnie oszczać.
Nieudane znajomości  w pustych nawiasach bram
wkrótce spłyną studzienkami.
Nadprodukcja twarzy,
nadreprezentacja min,
nadinterpretacja grymasów.
Skręcone DNA,
geny spragnione ekspresji domagają się imion,
telefonów zapisywanych na dłoni pożyczonymi długopisami,
wiecznie zapchanych środków interpersonalnej komunikacji:
tym właśnie wypchane są prochowce, płaszcze i kurtki.

Dopada mnie nora,
mara w norze:
marazm
zmaram
moknę czyli zmakam.

Spod higroskopijnych powiek sypie się piach.

Wrosłem w bramę jak w kwantyfikator,
w zapowiedziach synoptyków jest wiele o mgle,
 ale nic o mnie. Omdleń i paraliżów
nie przewidziano na najbliższą dobę.
Węc to endemiczne,  że tak tu nasiąkam.

Stoję i czekam, aż wyschnie każda z moich twarzy
odbitych w kałużach.
To może potrwać.
Ale potem
narysujesz mnie od nowa, żebyśmy mogli się bawić
w zapominanie imion.
Poczekaj:
właśnie zeruję licznik, kasuję alfabet.

Studium deszczu. Był już taki wiersz Leopolda Staffa o Deszczu jesiennym.
Można było przeprowadzić studium tych wszystkich skojarzeń, jakie wywołuje
obraz deszczu, a potem je uzasadniać. Smutek, szatan, rytmiczne bębnienie
jak rytm smutnych kroków. Tu staję przed podobną pokusą: deszcz jest i łzami
(co prawda suchymi, w postaci piasku), mgła (to też jakiś stan skupienia
wody), a najbardziej interesujący obraz to znikanie odbicia w wodzie, kiedy
tylko woda wyschnie. Alfabet zdaje się rysowany w deszczu, niby litery na
piasku,  który za chwilę zaleje morska fala.

Uważam wiersz za słaby. Z jednego jedynego powodu: skojarzenia są, ale
nieczytelne, nierozwinięte, nieukonsekwentnione.
Szkoda. Chętnie bym wiedział, dlaczego płaszcze i kurtki o wypchanych
kieszeniach są wkomponowane w obraz deszczu (może informacja o tym, że
chodzi o płaszcze przeciwdeszczowe, wystarczy?). Podobnie pseudoszczegółowe
"omdleń i paraliżów". Inne rzeczy też jakieś takie niedokończone. Rozumiem,
że rozmaita nadprodukcja towarzyszy następczemu zjawisku usuwania
niepotrzebnych tworów (skoro użyto pojęcia DNA, to zapewne chodzi o jakąś
aluzję do ewolucji, do mnożenia i usuwania kolejnych mutacji genetycznych, o
ów kierunkowy mechanizm ewolucyjny: stworzyć coś przypadkowo, a potem
bezlitośnie zweryfikować zdolność przeżycia). Tylko co to ma wspólnego z
sytuacją peela? Zgodzę się, że szuka on prawdziwych kontaktów
międzyludzkich - drogą prób i błędów, podobnie jak wszechświat (i operująca
w nim ewolucja gatunków). Lecz wiersz jest niespójny jako całość, w swych
generalnych założeniach - a sądzę, że i sam autor dał się nabrać wrażeniu
spójności, jakie tworzy się dzięki formalnej konstrukcji: podział na dwie
części i puenta.

Pierwsza część to nieudane znajomości, wyrażone m.in. przez genialne

telefonów zapisywanych na dłoni pożyczonymi długopisami,


Druga część to niezrozumiały "kwantyfikator" (rozumiem, że "ogólny", że niby
jestem przypadkiem jednym z wielu, na dodatek nic we mnie istotnego nie ma,
w końcu brama to zarazem pusty nawias i kwantyfikator!) oraz pretensjonalne
"endemiczne" (też chodzi o ogólność, o typowość zjawiska, ale to słowo nie
pasuje do stylu całości, podobnie jak pierwszozwrotkowy wulgaryzm
"oszczać"). Obok nieudanych, efemerycznych znajomości - mam zatem
sprowadzenie deszczu - a raczej mgły - do jednej kropelki, anonimowość
podmiotu w tłumie.

Zakończenie - puenta: świadome usuwanie imion. Ale te liczniki i alfabety
służą zazwyczaj czemuś innemu. Alfabet zawsze był zbiorem hieroglifów,
"świętych rzeźb", utrwaleniem dźwięku, ocaleniem go przed upływem czasu
(podobnie jak zapis nut itp.). Wątek cofnięcia licznika jako powrót do czasu
przed uruchomieniem wszelkich maszynerii. Tyle treści, nawet pasujących do
całości wiersza, a tak okrutnie zlekceważonych. Wiersz w dotychczasowym
kształcie zawiera przesłanie następujące: jeśli nawet zacznę od nowa, czyli
potraktuję poważnie jakąś przypadkową mutację znajomości, to i tak utonie
ona w zalewie następnych. Peel bawi się więc światem - przez łzy (z piasku),
bo nic innego mu nie pozostało. Ewolucja nie prowadzi donikąd.

Rozbiwszy wiersz na trzy części, pokazuję że można go odczytać jako całość,
a nadto, że można w nim odróżnić treści pierwszorzędne i drugorzędne. Jest
to oczywiście interpretacja czytelnika - sądzę, że próbująca wyśledzić
zamiar autora. Ale po spojrzeniu na wiersz przez takie okulary dostrzegam,
że myśl nie jest wyrażona konsekwentnie. Nie tylko przez nadmiar rzeczy
zbędnych, ale i przez niedokładne, rozkojarzone wyrażenie rzeczy potrzebnych
w tym wierszu. Zazwyczaj radzi się po prostu skreślanie wszystkiego, co
zbędne, aby została sama treść istotna - tu jednak bardziej się przejąłem
myślą, by dookreślać niedookreślone. Nie wystarczy podać konkret, by powstał
a poezja - musi to być konkret dopasowany.
Oprócz wyrzucania, uzupełniać.

Warto.

Marek P.